Znalezione zdjęcia dla edukacja:
Brak.
Kiedy decyzja jest już podjęta przed nami kolejny etap. Trzeba się zastanowić skąd wziąć swojego Czterołapa. Opcji jest kilka: schronisko, hodowla, szczeniaki z targowiska, od znajomego.. Każda z tych opcji ma swoje zalety i wady z wyjątkiem jednej, która ma same wady;)
Szczeniaki z targowiska.
Niejednokrotnie każdy z nas widział szczenięta sprzedawane na targu bądź na ulicy. Urocze psiaki działają na wrażliwe osoby i nierzadko ktoś podejmuje decyzję, żeby nabyć takiego zwierzaka, szczególnie, że jego cena jest bardzo niska.
Nie jest to rozsądne.
Psy sprzedawane w ten sposób prawie zawsze pochodzą z ferm szczeniąt, w których zwierzęta są traktowane jak rzeczy i „produkowane hurtowo”. Co to oznacza? Suki przetrzymywane są w klatkach, złych warunkach, często głodne, chore i zaniedbane żyją w ciągłym stresie, nie mają przerw w rozrodzie, co bardzo nadszarpuje ich zdrowie. Wiadomo już, że szczenna suka powinna jak najmniej się denerwować, ponieważ wpływa to na jeszcze nienarodzone szczeniaki, co z kolei ma związek z agresją. Ponadto ludzie rozmnażający w ten sposób zwierzęta nie są zaznajomieni z ich potrzebami fizycznymi ani psychicznymi, czyli nie przystosowują młodych psów do życia z innymi ludźmi i psami oraz w nowym środowisku. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że takie zwierzęta będą przejawiać problematyczne zachowania lękowe, na których tle może się rozwinąć agresja.
Nie znany jest również rodowód takiego psa, a więc nie można w żaden sposób przewidzieć jego zaplecza genetycznego, co za tym idzie - jego charakteru. Istnieje więc ryzyko, że rozmnażane są psy agresywne, lękliwe lub z chorobami genetycznymi.
Kupując takiego zwierzaka popieramy cały ten proceder hodowli „towaru” wyłącznie dla zysku. Sami siebie obciążamy ogromnym ryzykiem, także finansowym, bo najczęściej na leczenie takiego psa wydajemy znacznie więcej niż przeciętnie. W rezultacie to, co oszczędzamy na jego kupnie, wraca do nas z nawiązką, nie tylko finansową, ale i emocjonalną. Nie rzadko chorując pies cierpi a razem z nim jego opiekun.
Ci, którzy są zainteresowani losem zwierząt, widząc taką sytuację powinni zawiadomić odpowiednie służby, aby te sprawdziły, jak wyglądają warunki, z których pochodzą szczenięta. Tu nie chodzi tylko o nielegalną sprzedaż, ale o świadome krzywdzenie psów.
Podobną sytuację stwarzają osoby bezmyślnie rozmnażające swoje psy, które wciąż mają w głowach mit o tym, że suka powinna raz w życiu mieć szczenięta. Nie jest to prawda! Ciąża urojona jest zaburzeniem hormonalnym, któremu zapobiegnie sterylizacja, po której już nigdy nie zobaczymy u suki oznak niespełnionego macierzyństwa. Inaczej jest u ludzi. Kobieta może nie mieć możliwości zajścia w ciążę, ale nie wyklucza to jej chęci posiadania dzieci, to jednak zawsze daje o sobie znać.
Oczywiście psy rozmnażane w domu także obarczone są pewnym ryzykiem, zwłaszcza genetycznym, bo w kwestii psychicznej, to zwykle traktowane są „po ludzku”, co jednak nie oznacza, że prawidłowo. Mimo wszystko osoba, która nie zna się na hodowli nie powinna się brać za rozmnażanie zwierząt. Może narobić tym więcej szkód, niż pożytku, szczególnie wtedy, kiedy na młode nie znajdzie się nabywca.. Codziennie wiele szczeniąt jest brutalnie zabijanych, bo „nie ma co z nimi zrobić”. Tylko czyja to wina?
Podobnie jest z pseudohodowcami, których od prawdziwych hodowców rzekomo różni jedynie brak rodowodowych szczeniąt. Jest to kolejna bzdura. Tak naprawdę – nie odstają wiele od Waszych znajomych, którzy nie mają wiedzy na temat hodowli. Wbrew pozorom, to również są ludzie, albo nieodpowiedzialni albo, paradoksalnie sprzedający szczenięta dla zysku. Paradoksalnie, gdyż cena tych psów nie jest zwykle wysoka. Takie zwierzęta nie mają jednak żadnych badań (bo to dodatkowy koszt), suki rozmnażane są z byle którym samcem (bo dobry - nie agresywny, nie lękliwy i zdrowy reproduktor - to koszt), nie żywi się ich odpowiednio (bo jakościowa karma to koszt), nie poddaje stymulacji umysłowej (bo brak odpowiedniej wiedzy na ten temat), ani socjalizacji (bo także brak wiedzy). Wiecie już, czym to grozi.
Jeśli psu Waszego znajomego zdarzy się wpadka i wiecie, że będzie miał szczeniaki, a chcecie mieć psa, dobrym pomysłem jest wzięcie zwierzaka od niego. Chodzi o to, żeby zapewnić psiakom dom i poradzić, żeby wysterylizowano suczkę/wykastrowano psa. Ale nie powinno się to powtórzyć.
Jeszcze raz powtórzę – kupowanie psa z nieprofesjonalnego źródła jest bardzo nierozsądne. W statystykach problemów behawioralnych najczęściej znajdziemy psy pochodzące z sklepów zoologicznych (które biorą szczenięta od nie znających się na psach ludziach, pseudohodowców i ferm szczeniąt) (Serpell i Jagoe, 1955).
Istnieją trzy miejsca z których warto adoptować psa. Są to stowarzyszenia pomagające konkretnym rasom, schroniska oraz profesjonalne hodowle. Dlaczego? O tym w następnym artykule:)
Za przerwy w pisaniu przepraszam, ale nie miałam pewien czas Internetu, ze względu na remont w domu;)
Szczeniaki z targowiska.
Niejednokrotnie każdy z nas widział szczenięta sprzedawane na targu bądź na ulicy. Urocze psiaki działają na wrażliwe osoby i nierzadko ktoś podejmuje decyzję, żeby nabyć takiego zwierzaka, szczególnie, że jego cena jest bardzo niska.
Nie jest to rozsądne.
Psy sprzedawane w ten sposób prawie zawsze pochodzą z ferm szczeniąt, w których zwierzęta są traktowane jak rzeczy i „produkowane hurtowo”. Co to oznacza? Suki przetrzymywane są w klatkach, złych warunkach, często głodne, chore i zaniedbane żyją w ciągłym stresie, nie mają przerw w rozrodzie, co bardzo nadszarpuje ich zdrowie. Wiadomo już, że szczenna suka powinna jak najmniej się denerwować, ponieważ wpływa to na jeszcze nienarodzone szczeniaki, co z kolei ma związek z agresją. Ponadto ludzie rozmnażający w ten sposób zwierzęta nie są zaznajomieni z ich potrzebami fizycznymi ani psychicznymi, czyli nie przystosowują młodych psów do życia z innymi ludźmi i psami oraz w nowym środowisku. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że takie zwierzęta będą przejawiać problematyczne zachowania lękowe, na których tle może się rozwinąć agresja.
Nie znany jest również rodowód takiego psa, a więc nie można w żaden sposób przewidzieć jego zaplecza genetycznego, co za tym idzie - jego charakteru. Istnieje więc ryzyko, że rozmnażane są psy agresywne, lękliwe lub z chorobami genetycznymi.
Kupując takiego zwierzaka popieramy cały ten proceder hodowli „towaru” wyłącznie dla zysku. Sami siebie obciążamy ogromnym ryzykiem, także finansowym, bo najczęściej na leczenie takiego psa wydajemy znacznie więcej niż przeciętnie. W rezultacie to, co oszczędzamy na jego kupnie, wraca do nas z nawiązką, nie tylko finansową, ale i emocjonalną. Nie rzadko chorując pies cierpi a razem z nim jego opiekun.
Ci, którzy są zainteresowani losem zwierząt, widząc taką sytuację powinni zawiadomić odpowiednie służby, aby te sprawdziły, jak wyglądają warunki, z których pochodzą szczenięta. Tu nie chodzi tylko o nielegalną sprzedaż, ale o świadome krzywdzenie psów.
Podobną sytuację stwarzają osoby bezmyślnie rozmnażające swoje psy, które wciąż mają w głowach mit o tym, że suka powinna raz w życiu mieć szczenięta. Nie jest to prawda! Ciąża urojona jest zaburzeniem hormonalnym, któremu zapobiegnie sterylizacja, po której już nigdy nie zobaczymy u suki oznak niespełnionego macierzyństwa. Inaczej jest u ludzi. Kobieta może nie mieć możliwości zajścia w ciążę, ale nie wyklucza to jej chęci posiadania dzieci, to jednak zawsze daje o sobie znać.
Oczywiście psy rozmnażane w domu także obarczone są pewnym ryzykiem, zwłaszcza genetycznym, bo w kwestii psychicznej, to zwykle traktowane są „po ludzku”, co jednak nie oznacza, że prawidłowo. Mimo wszystko osoba, która nie zna się na hodowli nie powinna się brać za rozmnażanie zwierząt. Może narobić tym więcej szkód, niż pożytku, szczególnie wtedy, kiedy na młode nie znajdzie się nabywca.. Codziennie wiele szczeniąt jest brutalnie zabijanych, bo „nie ma co z nimi zrobić”. Tylko czyja to wina?
Podobnie jest z pseudohodowcami, których od prawdziwych hodowców rzekomo różni jedynie brak rodowodowych szczeniąt. Jest to kolejna bzdura. Tak naprawdę – nie odstają wiele od Waszych znajomych, którzy nie mają wiedzy na temat hodowli. Wbrew pozorom, to również są ludzie, albo nieodpowiedzialni albo, paradoksalnie sprzedający szczenięta dla zysku. Paradoksalnie, gdyż cena tych psów nie jest zwykle wysoka. Takie zwierzęta nie mają jednak żadnych badań (bo to dodatkowy koszt), suki rozmnażane są z byle którym samcem (bo dobry - nie agresywny, nie lękliwy i zdrowy reproduktor - to koszt), nie żywi się ich odpowiednio (bo jakościowa karma to koszt), nie poddaje stymulacji umysłowej (bo brak odpowiedniej wiedzy na ten temat), ani socjalizacji (bo także brak wiedzy). Wiecie już, czym to grozi.
Jeśli psu Waszego znajomego zdarzy się wpadka i wiecie, że będzie miał szczeniaki, a chcecie mieć psa, dobrym pomysłem jest wzięcie zwierzaka od niego. Chodzi o to, żeby zapewnić psiakom dom i poradzić, żeby wysterylizowano suczkę/wykastrowano psa. Ale nie powinno się to powtórzyć.
Jeszcze raz powtórzę – kupowanie psa z nieprofesjonalnego źródła jest bardzo nierozsądne. W statystykach problemów behawioralnych najczęściej znajdziemy psy pochodzące z sklepów zoologicznych (które biorą szczenięta od nie znających się na psach ludziach, pseudohodowców i ferm szczeniąt) (Serpell i Jagoe, 1955).
Istnieją trzy miejsca z których warto adoptować psa. Są to stowarzyszenia pomagające konkretnym rasom, schroniska oraz profesjonalne hodowle. Dlaczego? O tym w następnym artykule:)
Za przerwy w pisaniu przepraszam, ale nie miałam pewien czas Internetu, ze względu na remont w domu;)
03.03.2011 o godz. 11:04
komentuj (0)
Może nie jest to zbyt tematyczne, bo pisałam przez kilka artykułów o tym, jak każdy z nas powinien się przygotować, aby stać się odpowiedzialnym i świadomym (czyli przygotowanym na wszelkie negatywne niespodzianki) właścicielem psa.
A jednak dziś chciałabym opisać moje wrażenia z seminarium naukowego na którym byłam w weekend 15-16 stycznia. Sporo czasu już minęło i minęłoby go więcej, gdyby nie decyzja o tym, że mój następny temat może poczekać jeszcze chwilkę.
Seminarium było prowadzone przez włoską trenerkę Alexę Caprę, która specjalizuje się w pracy z psami agresywnymi. Jej wykład dotyczył rehabilitacji tych zwierząt. To czego się dowiedziałam, było dla mnie niekiedy zaskakujące. W każdym razie cieszę się, że nawet dla pozornie najbardziej problemowego psa jest możliwa pomoc.
Alexa mówiła po angielsku, ale dla osób nie znających tego języka, jej słowa tłumaczono, bardzo dobrze z resztą, na polski. Dzięki temu nauczyłam się kilku słów, których jeszcze nie znałam;) i był czas na robienie dokładnych notatek, które mam w wersji elektronicznej i zamierzam je wykorzystać pisząc Wam w niedalekiej przyszłości na temat agresji właśnie.
Mimo, że po raz pierwszy uczestniczyłam w takim zjeździe to oceniam go bardzo pozytywnie. Obok mnie siedzieli ludzie na co dzień zajmujący się psami: trenerzy, behawioryści, hodowcy a także właściciele psów. No i tacy jak ja - aspirujący na trenerów i behawiorystów;) Co mnie miło zaskoczyło, to fakt, że wszyscy oni są bardzo życzliwi i pomocni.
Mieliśmy zapewnioną przepyszną przerwę obiadową. Była też kawa, herbata i ciastka. Dużo ciastek ;D
Jestem bardzo usatysfakcjonowana stroną organizacyjną jak i merytoryczną. I już się nie mogę doczekać następnego seminarium, a te już w marcu!
A teraz ciekawostka:
czy wiedzieliście, że psy najwyższy poziom agresji przejawiają w wieku 2-3 miesięcy? A to przecież jeszcze urocze szczeniaki! Co więcej, jedno z najgroźniejszych drapieżniczych zachowań, czyli gryzienie z szarpaniem, jest jednym z pierwszych u psa i pojawia się już w ok. 3 tygodniu jego życia?
Czy to znaczy, że mamy się bać psów, bo już jako szczenięta przejawiają mordercze skłonności? Oczywiście, że nie - one wtedy prawdopodobnie nawet nie wiedzą, co robią;) Za to można zobaczyć, że dorosłe psy uczą się samokontroli, a od siebie dodam, że my odgrywamy bardzo ważną rolę w tej nauce:)
Organizatorem seminarium była Fundacja Psia Wachta:)
PS. I mam teraz pierwszy dyplom do powieszenia na ścianie;)
A jednak dziś chciałabym opisać moje wrażenia z seminarium naukowego na którym byłam w weekend 15-16 stycznia. Sporo czasu już minęło i minęłoby go więcej, gdyby nie decyzja o tym, że mój następny temat może poczekać jeszcze chwilkę.
Seminarium było prowadzone przez włoską trenerkę Alexę Caprę, która specjalizuje się w pracy z psami agresywnymi. Jej wykład dotyczył rehabilitacji tych zwierząt. To czego się dowiedziałam, było dla mnie niekiedy zaskakujące. W każdym razie cieszę się, że nawet dla pozornie najbardziej problemowego psa jest możliwa pomoc.
Alexa mówiła po angielsku, ale dla osób nie znających tego języka, jej słowa tłumaczono, bardzo dobrze z resztą, na polski. Dzięki temu nauczyłam się kilku słów, których jeszcze nie znałam;) i był czas na robienie dokładnych notatek, które mam w wersji elektronicznej i zamierzam je wykorzystać pisząc Wam w niedalekiej przyszłości na temat agresji właśnie.
Mimo, że po raz pierwszy uczestniczyłam w takim zjeździe to oceniam go bardzo pozytywnie. Obok mnie siedzieli ludzie na co dzień zajmujący się psami: trenerzy, behawioryści, hodowcy a także właściciele psów. No i tacy jak ja - aspirujący na trenerów i behawiorystów;) Co mnie miło zaskoczyło, to fakt, że wszyscy oni są bardzo życzliwi i pomocni.
Mieliśmy zapewnioną przepyszną przerwę obiadową. Była też kawa, herbata i ciastka. Dużo ciastek ;D
Jestem bardzo usatysfakcjonowana stroną organizacyjną jak i merytoryczną. I już się nie mogę doczekać następnego seminarium, a te już w marcu!
A teraz ciekawostka:
czy wiedzieliście, że psy najwyższy poziom agresji przejawiają w wieku 2-3 miesięcy? A to przecież jeszcze urocze szczeniaki! Co więcej, jedno z najgroźniejszych drapieżniczych zachowań, czyli gryzienie z szarpaniem, jest jednym z pierwszych u psa i pojawia się już w ok. 3 tygodniu jego życia?
Czy to znaczy, że mamy się bać psów, bo już jako szczenięta przejawiają mordercze skłonności? Oczywiście, że nie - one wtedy prawdopodobnie nawet nie wiedzą, co robią;) Za to można zobaczyć, że dorosłe psy uczą się samokontroli, a od siebie dodam, że my odgrywamy bardzo ważną rolę w tej nauce:)
Organizatorem seminarium była Fundacja Psia Wachta:)
PS. I mam teraz pierwszy dyplom do powieszenia na ścianie;)
Wreszcie zaczynamy na poważnie:)
Kliker, żeby działał tak jak powinien, musi nabrać dla psa znaczenia.
Różni szkoleniowcy proponują różne sposoby uwarunkowania klikera, ja wybrałam ten, który za chwilę opiszę. Jest prosty dla Was, bo szybko załapiecie jak przeprowadzać sesje, prosty dla psa, bo błyskawicznie dowiaduje się, że klik=smakołyk (dalej K/S) i uczy go patrzenia Wam w oczy, czyli skupienia. A bez skupienia nie ma ćwiczenia! To bardzo ważne ćwiczenie, bo pies, który nie będzie zwracał na Was uwagi nie wykona Waszych komend w prostych warunkach, a co dopiero w trudnych.
Najpierw teoretycznie.
Gdzie zaczynamy? Zależy, gdzie psu łatwiej. Na pewno każdemu będzie łatwo w domu, niektórym w ogródku, innym w lesie czy na łące, gdzie nie ma wielu ludzi i zwierząt. Chodzi o to, żeby psa nic nie rozpraszało, żebyście byli w stanie konkurować ze środowiskiem.
Jeśli jesteśmy na zewnątrz, bierzemy psiaka na smycz (najlepiej nie za długą, żeby nie miał możliwości odejścia sobie i zajęcia się np. zabawką), stajemy prosto z ręką na mostku i uzbrojeni w smakołyki czekamy. To może czasem potrwać, ale będzie bardziej wartościowe, jeśli pies sam na nas spojrzy, dlatego też, mimo, że będzie Was świerzbił język nic nie mówcie! Nie wabcie też psiaka jedzeniem.
Może być tak, że Waszemu psu w ogóle po głowie nie chodzi spojrzenie Wam w oczy. Nie martwcie się. Nadejdzie moment w którym odwróci się w Waszą stronę i wtedy K/S. Gwarantuję, że po nagrodzie, pies od razu się zainteresuje. Wykorzystajcie to i kiedy tylko jego głowa będzie skierowana na jakąkolwiek część Waszego ciała K/S. Zakończcie sesję na sukcesie psa po kliku-kilkunastu powtórkach, w zależności od Waszego zwierzaka.
Po kilkunastu-kilkudziesięciu powtórzeniach (a więc kilku sesjach) psiak załapie na czym polega zabawa. Jego spojrzenia staną się całkiem świadome. Wtedy nadejdzie czas na podniesienie poprzeczki. Większość ludzi zaczyna od tego etapu, czyli od momentu, kiedy psiak patrzy im w oczy. Wtedy oczywiście K/S.
W momencie, kiedy psiak doskonale już wie, że musi się patrzeć na naszą twarz, bo to jest fajne, możemy zacząć zachowanie przedłużać. Wszak, chodzi o to, żeby nasz Czworonóg był w stanie patrzeć na nas kilka, a nawet kilkanaście minut bez przerwy.
Bierzemy więc garść smakołyków do ręki i zaczynamy kolejną już sesję. Pies wie o co chodzi, więc będzie nam oferował zachowanie częściej. I teraz ważne.
Pies spojrzy: K/S.
Nie czekając, aż odwróci głowę, natychmiast wydajemy mu kolejny smakołyk, potem następny i następny (wygląda to tak, że co chwila kładziemy rękę na mostek).
Kiedy pies straci nas z oczu, zaprzestajemy nagradzania i czekamy.
Pies spojrzy: K/S.
Powtarzamy cały proceder ponownie.
I tak kilka powtórek.
Pies zrozumie, że aby dostać karabin smakołyków musi na Was spojrzeć i wzroku nie odwracać.
Żeby efekt był szybszy i co więcej – pies patrzył na nas bez tego ciągłego nagradzania, smakołyki wydajemy w nieliniowych odstępach czasu. Na początku będzie to raz pół sekundy, raz sekunda, raz 2, potem sekunda, znowu 2, pół, 3.. Kolejność jest oczywiście dowolna. W kolejnych sesjach, jeśli nasz psiak dobrze wytrzymuje te 3 sekundy, zwiększamy odstępy czasowe, czyli raz 1 sek, raz 3, 2, 4, 1, 1, 3, 1, 4 itd… :)
Spieszmy się powoli!
Tym sposobem po tygodniu psiak będzie się w nas potrafił wpatrywać bez wydania smakołyku np. minutę. Może być więcej, może być mniej, zależy to między innymi od temperamentu psa i tego, czy nie za szybko podwyższamy mu poprzeczkę.
Oczywiście, pies będzie też doskonale wiedział, czego zapowiedzią jest dźwięk klikera, a my zyskujemy możliwość kształtowania jego umysłu.
A teraz zapraszam do obejrzenia mojego drugiego filmiku. Niestety, nie opanowałam jeszcze edytora dźwięku i nie wiem, co zrobić z tymi hukami od statywu i seplenieniem. Myślę, że zaopatrzę się w mikrofon przenośny i to rozwiąże sprawę, ale na razie mam tylko jeden materiał, więc ten udostępniam.
Sami zobaczcie, jakie to proste.
Miłego oglądania:)
Kliker, żeby działał tak jak powinien, musi nabrać dla psa znaczenia.
Różni szkoleniowcy proponują różne sposoby uwarunkowania klikera, ja wybrałam ten, który za chwilę opiszę. Jest prosty dla Was, bo szybko załapiecie jak przeprowadzać sesje, prosty dla psa, bo błyskawicznie dowiaduje się, że klik=smakołyk (dalej K/S) i uczy go patrzenia Wam w oczy, czyli skupienia. A bez skupienia nie ma ćwiczenia! To bardzo ważne ćwiczenie, bo pies, który nie będzie zwracał na Was uwagi nie wykona Waszych komend w prostych warunkach, a co dopiero w trudnych.
Najpierw teoretycznie.
Gdzie zaczynamy? Zależy, gdzie psu łatwiej. Na pewno każdemu będzie łatwo w domu, niektórym w ogródku, innym w lesie czy na łące, gdzie nie ma wielu ludzi i zwierząt. Chodzi o to, żeby psa nic nie rozpraszało, żebyście byli w stanie konkurować ze środowiskiem.
Jeśli jesteśmy na zewnątrz, bierzemy psiaka na smycz (najlepiej nie za długą, żeby nie miał możliwości odejścia sobie i zajęcia się np. zabawką), stajemy prosto z ręką na mostku i uzbrojeni w smakołyki czekamy. To może czasem potrwać, ale będzie bardziej wartościowe, jeśli pies sam na nas spojrzy, dlatego też, mimo, że będzie Was świerzbił język nic nie mówcie! Nie wabcie też psiaka jedzeniem.
Może być tak, że Waszemu psu w ogóle po głowie nie chodzi spojrzenie Wam w oczy. Nie martwcie się. Nadejdzie moment w którym odwróci się w Waszą stronę i wtedy K/S. Gwarantuję, że po nagrodzie, pies od razu się zainteresuje. Wykorzystajcie to i kiedy tylko jego głowa będzie skierowana na jakąkolwiek część Waszego ciała K/S. Zakończcie sesję na sukcesie psa po kliku-kilkunastu powtórkach, w zależności od Waszego zwierzaka.
Po kilkunastu-kilkudziesięciu powtórzeniach (a więc kilku sesjach) psiak załapie na czym polega zabawa. Jego spojrzenia staną się całkiem świadome. Wtedy nadejdzie czas na podniesienie poprzeczki. Większość ludzi zaczyna od tego etapu, czyli od momentu, kiedy psiak patrzy im w oczy. Wtedy oczywiście K/S.
W momencie, kiedy psiak doskonale już wie, że musi się patrzeć na naszą twarz, bo to jest fajne, możemy zacząć zachowanie przedłużać. Wszak, chodzi o to, żeby nasz Czworonóg był w stanie patrzeć na nas kilka, a nawet kilkanaście minut bez przerwy.
Bierzemy więc garść smakołyków do ręki i zaczynamy kolejną już sesję. Pies wie o co chodzi, więc będzie nam oferował zachowanie częściej. I teraz ważne.
Pies spojrzy: K/S.
Nie czekając, aż odwróci głowę, natychmiast wydajemy mu kolejny smakołyk, potem następny i następny (wygląda to tak, że co chwila kładziemy rękę na mostek).
Kiedy pies straci nas z oczu, zaprzestajemy nagradzania i czekamy.
Pies spojrzy: K/S.
Powtarzamy cały proceder ponownie.
I tak kilka powtórek.
Pies zrozumie, że aby dostać karabin smakołyków musi na Was spojrzeć i wzroku nie odwracać.
Żeby efekt był szybszy i co więcej – pies patrzył na nas bez tego ciągłego nagradzania, smakołyki wydajemy w nieliniowych odstępach czasu. Na początku będzie to raz pół sekundy, raz sekunda, raz 2, potem sekunda, znowu 2, pół, 3.. Kolejność jest oczywiście dowolna. W kolejnych sesjach, jeśli nasz psiak dobrze wytrzymuje te 3 sekundy, zwiększamy odstępy czasowe, czyli raz 1 sek, raz 3, 2, 4, 1, 1, 3, 1, 4 itd… :)
Spieszmy się powoli!
Tym sposobem po tygodniu psiak będzie się w nas potrafił wpatrywać bez wydania smakołyku np. minutę. Może być więcej, może być mniej, zależy to między innymi od temperamentu psa i tego, czy nie za szybko podwyższamy mu poprzeczkę.
Oczywiście, pies będzie też doskonale wiedział, czego zapowiedzią jest dźwięk klikera, a my zyskujemy możliwość kształtowania jego umysłu.
A teraz zapraszam do obejrzenia mojego drugiego filmiku. Niestety, nie opanowałam jeszcze edytora dźwięku i nie wiem, co zrobić z tymi hukami od statywu i seplenieniem. Myślę, że zaopatrzę się w mikrofon przenośny i to rozwiąże sprawę, ale na razie mam tylko jeden materiał, więc ten udostępniam.
Sami zobaczcie, jakie to proste.
Miłego oglądania:)


