Znalezione zdjęcia dla film:
Brak.
Dziś tylko filmik. I to nie taki szkoleniowy. To tylko krótka dokumentacja utrzymana w pozytywnym tonie, bo inaczej z psami się nie da:)
Warto zobaczyć, że i ze schroniskowymi Czterołapami da się pracować.
Dzielę się tym raczej jako prywatnymi wspomnieniami.
Ale na razie tyle musi Wam wystarczyć:P
Warto zobaczyć, że i ze schroniskowymi Czterołapami da się pracować.
Dzielę się tym raczej jako prywatnymi wspomnieniami.
Ale na razie tyle musi Wam wystarczyć:P
11.03.2011 o godz. 21:01
komentuj (0)
Wreszcie zaczynamy na poważnie:)
Kliker, żeby działał tak jak powinien, musi nabrać dla psa znaczenia.
Różni szkoleniowcy proponują różne sposoby uwarunkowania klikera, ja wybrałam ten, który za chwilę opiszę. Jest prosty dla Was, bo szybko załapiecie jak przeprowadzać sesje, prosty dla psa, bo błyskawicznie dowiaduje się, że klik=smakołyk (dalej K/S) i uczy go patrzenia Wam w oczy, czyli skupienia. A bez skupienia nie ma ćwiczenia! To bardzo ważne ćwiczenie, bo pies, który nie będzie zwracał na Was uwagi nie wykona Waszych komend w prostych warunkach, a co dopiero w trudnych.
Najpierw teoretycznie.
Gdzie zaczynamy? Zależy, gdzie psu łatwiej. Na pewno każdemu będzie łatwo w domu, niektórym w ogródku, innym w lesie czy na łące, gdzie nie ma wielu ludzi i zwierząt. Chodzi o to, żeby psa nic nie rozpraszało, żebyście byli w stanie konkurować ze środowiskiem.
Jeśli jesteśmy na zewnątrz, bierzemy psiaka na smycz (najlepiej nie za długą, żeby nie miał możliwości odejścia sobie i zajęcia się np. zabawką), stajemy prosto z ręką na mostku i uzbrojeni w smakołyki czekamy. To może czasem potrwać, ale będzie bardziej wartościowe, jeśli pies sam na nas spojrzy, dlatego też, mimo, że będzie Was świerzbił język nic nie mówcie! Nie wabcie też psiaka jedzeniem.
Może być tak, że Waszemu psu w ogóle po głowie nie chodzi spojrzenie Wam w oczy. Nie martwcie się. Nadejdzie moment w którym odwróci się w Waszą stronę i wtedy K/S. Gwarantuję, że po nagrodzie, pies od razu się zainteresuje. Wykorzystajcie to i kiedy tylko jego głowa będzie skierowana na jakąkolwiek część Waszego ciała K/S. Zakończcie sesję na sukcesie psa po kliku-kilkunastu powtórkach, w zależności od Waszego zwierzaka.
Po kilkunastu-kilkudziesięciu powtórzeniach (a więc kilku sesjach) psiak załapie na czym polega zabawa. Jego spojrzenia staną się całkiem świadome. Wtedy nadejdzie czas na podniesienie poprzeczki. Większość ludzi zaczyna od tego etapu, czyli od momentu, kiedy psiak patrzy im w oczy. Wtedy oczywiście K/S.
W momencie, kiedy psiak doskonale już wie, że musi się patrzeć na naszą twarz, bo to jest fajne, możemy zacząć zachowanie przedłużać. Wszak, chodzi o to, żeby nasz Czworonóg był w stanie patrzeć na nas kilka, a nawet kilkanaście minut bez przerwy.
Bierzemy więc garść smakołyków do ręki i zaczynamy kolejną już sesję. Pies wie o co chodzi, więc będzie nam oferował zachowanie częściej. I teraz ważne.
Pies spojrzy: K/S.
Nie czekając, aż odwróci głowę, natychmiast wydajemy mu kolejny smakołyk, potem następny i następny (wygląda to tak, że co chwila kładziemy rękę na mostek).
Kiedy pies straci nas z oczu, zaprzestajemy nagradzania i czekamy.
Pies spojrzy: K/S.
Powtarzamy cały proceder ponownie.
I tak kilka powtórek.
Pies zrozumie, że aby dostać karabin smakołyków musi na Was spojrzeć i wzroku nie odwracać.
Żeby efekt był szybszy i co więcej – pies patrzył na nas bez tego ciągłego nagradzania, smakołyki wydajemy w nieliniowych odstępach czasu. Na początku będzie to raz pół sekundy, raz sekunda, raz 2, potem sekunda, znowu 2, pół, 3.. Kolejność jest oczywiście dowolna. W kolejnych sesjach, jeśli nasz psiak dobrze wytrzymuje te 3 sekundy, zwiększamy odstępy czasowe, czyli raz 1 sek, raz 3, 2, 4, 1, 1, 3, 1, 4 itd… :)
Spieszmy się powoli!
Tym sposobem po tygodniu psiak będzie się w nas potrafił wpatrywać bez wydania smakołyku np. minutę. Może być więcej, może być mniej, zależy to między innymi od temperamentu psa i tego, czy nie za szybko podwyższamy mu poprzeczkę.
Oczywiście, pies będzie też doskonale wiedział, czego zapowiedzią jest dźwięk klikera, a my zyskujemy możliwość kształtowania jego umysłu.
A teraz zapraszam do obejrzenia mojego drugiego filmiku. Niestety, nie opanowałam jeszcze edytora dźwięku i nie wiem, co zrobić z tymi hukami od statywu i seplenieniem. Myślę, że zaopatrzę się w mikrofon przenośny i to rozwiąże sprawę, ale na razie mam tylko jeden materiał, więc ten udostępniam.
Sami zobaczcie, jakie to proste.
Miłego oglądania:)
Kliker, żeby działał tak jak powinien, musi nabrać dla psa znaczenia.
Różni szkoleniowcy proponują różne sposoby uwarunkowania klikera, ja wybrałam ten, który za chwilę opiszę. Jest prosty dla Was, bo szybko załapiecie jak przeprowadzać sesje, prosty dla psa, bo błyskawicznie dowiaduje się, że klik=smakołyk (dalej K/S) i uczy go patrzenia Wam w oczy, czyli skupienia. A bez skupienia nie ma ćwiczenia! To bardzo ważne ćwiczenie, bo pies, który nie będzie zwracał na Was uwagi nie wykona Waszych komend w prostych warunkach, a co dopiero w trudnych.
Najpierw teoretycznie.
Gdzie zaczynamy? Zależy, gdzie psu łatwiej. Na pewno każdemu będzie łatwo w domu, niektórym w ogródku, innym w lesie czy na łące, gdzie nie ma wielu ludzi i zwierząt. Chodzi o to, żeby psa nic nie rozpraszało, żebyście byli w stanie konkurować ze środowiskiem.
Jeśli jesteśmy na zewnątrz, bierzemy psiaka na smycz (najlepiej nie za długą, żeby nie miał możliwości odejścia sobie i zajęcia się np. zabawką), stajemy prosto z ręką na mostku i uzbrojeni w smakołyki czekamy. To może czasem potrwać, ale będzie bardziej wartościowe, jeśli pies sam na nas spojrzy, dlatego też, mimo, że będzie Was świerzbił język nic nie mówcie! Nie wabcie też psiaka jedzeniem.
Może być tak, że Waszemu psu w ogóle po głowie nie chodzi spojrzenie Wam w oczy. Nie martwcie się. Nadejdzie moment w którym odwróci się w Waszą stronę i wtedy K/S. Gwarantuję, że po nagrodzie, pies od razu się zainteresuje. Wykorzystajcie to i kiedy tylko jego głowa będzie skierowana na jakąkolwiek część Waszego ciała K/S. Zakończcie sesję na sukcesie psa po kliku-kilkunastu powtórkach, w zależności od Waszego zwierzaka.
Po kilkunastu-kilkudziesięciu powtórzeniach (a więc kilku sesjach) psiak załapie na czym polega zabawa. Jego spojrzenia staną się całkiem świadome. Wtedy nadejdzie czas na podniesienie poprzeczki. Większość ludzi zaczyna od tego etapu, czyli od momentu, kiedy psiak patrzy im w oczy. Wtedy oczywiście K/S.
W momencie, kiedy psiak doskonale już wie, że musi się patrzeć na naszą twarz, bo to jest fajne, możemy zacząć zachowanie przedłużać. Wszak, chodzi o to, żeby nasz Czworonóg był w stanie patrzeć na nas kilka, a nawet kilkanaście minut bez przerwy.
Bierzemy więc garść smakołyków do ręki i zaczynamy kolejną już sesję. Pies wie o co chodzi, więc będzie nam oferował zachowanie częściej. I teraz ważne.
Pies spojrzy: K/S.
Nie czekając, aż odwróci głowę, natychmiast wydajemy mu kolejny smakołyk, potem następny i następny (wygląda to tak, że co chwila kładziemy rękę na mostek).
Kiedy pies straci nas z oczu, zaprzestajemy nagradzania i czekamy.
Pies spojrzy: K/S.
Powtarzamy cały proceder ponownie.
I tak kilka powtórek.
Pies zrozumie, że aby dostać karabin smakołyków musi na Was spojrzeć i wzroku nie odwracać.
Żeby efekt był szybszy i co więcej – pies patrzył na nas bez tego ciągłego nagradzania, smakołyki wydajemy w nieliniowych odstępach czasu. Na początku będzie to raz pół sekundy, raz sekunda, raz 2, potem sekunda, znowu 2, pół, 3.. Kolejność jest oczywiście dowolna. W kolejnych sesjach, jeśli nasz psiak dobrze wytrzymuje te 3 sekundy, zwiększamy odstępy czasowe, czyli raz 1 sek, raz 3, 2, 4, 1, 1, 3, 1, 4 itd… :)
Spieszmy się powoli!
Tym sposobem po tygodniu psiak będzie się w nas potrafił wpatrywać bez wydania smakołyku np. minutę. Może być więcej, może być mniej, zależy to między innymi od temperamentu psa i tego, czy nie za szybko podwyższamy mu poprzeczkę.
Oczywiście, pies będzie też doskonale wiedział, czego zapowiedzią jest dźwięk klikera, a my zyskujemy możliwość kształtowania jego umysłu.
A teraz zapraszam do obejrzenia mojego drugiego filmiku. Niestety, nie opanowałam jeszcze edytora dźwięku i nie wiem, co zrobić z tymi hukami od statywu i seplenieniem. Myślę, że zaopatrzę się w mikrofon przenośny i to rozwiąże sprawę, ale na razie mam tylko jeden materiał, więc ten udostępniam.
Sami zobaczcie, jakie to proste.
Miłego oglądania:)
Skoro już wiecie, że ideą szkolenia pozytywnego jest budowanie więzi z psem i nagradzanie go za pożądane zachowania, czas przejść do kwestii technicznej.
Aby szkolić swojego psa nie potrzebujecie wymyślnych sprzętów szkoleniowych, ani tym bardziej archaicznych. Tak więc schowajcie do szuflady kolczatki, obroże elektryczne, dławiące, citronelle i inne tym podobne wynalazki z kategorii, jak to mówi Victoria Silwell: „łatwo-szybko-przyjemnie”, które nie rozwiązują problemów a jedynie tłumią ich objawy.
Zapraszam do obejrzenia filmiku;)
Uprzedzam, że nie jest on skończony: tak naprawdę nie seplenię:D I muszę usunąć to skrzypienie kamery na statywie, bo przeszkadza. Jak tylko zainstaluje potrzebne oprogramowanie, zamienię film na odpowiedni.
W kwestii technicznej dodam, że jest to pierwszy taki mój projekt, więc trochę się przycinam ze zdenerwowania, ale obiecuję to poprawić w przyszłości:)
Kliker można kupić w większości sklepów zoologicznych. Jego cena waha się od 5-20 zł. Przykładowo możecie zaopatrzyć się w taki:
Kliker kostka
Pamiętajcie, że ten jest głośny, co absolutnie nie jest wadą, bo jeśli ćwiczymy na dworze, wśród innych dźwięków głośność klikera, jest jego zaletą.
Nie każdy pies boi się głośnego dźwięku, ale gdyby jednak Wasz do takich należał, albo gdyby dźwięk przeszkadzał innym domownikom, możecie sprawić sobie i-click. Jedynym dystrybutorem tego rodzaju klikera w Polsce, jest sklep mampsa.pl
I-cklik
Ja mam dwa klikery, bo różne psiaki mogę spotkać:)
Na filmiku mam pas na biodra, który dla mnie wydaje się praktyczniejszy, nie mniej smycz można z powodzeniem trzymać w dłoni albo przypiąć do szlufki przy spodniach. Zamierzam jeszcze zaopatrzyć się w saszetkę na smakołyki. Mniej się rzuca w oczy i łatwiej ją nosić i z niej korzystać przy zimowym ubraniu. Z pewnością wybiorę jedną z tych:
Torba na przysmaki
Saszetka na przysmaki z kieszonkami
Nie polecam jeszcze do używania smyczy rozwijanej, ani do treningu, ani do spacerów, z wyjątkiem pewnych sytuacji, ale o nich napiszę później, przy okazji nauki chodzenia na luźnej smyczy. Na początek, używajcie proszę zwykłej, dość długiej smyczy takiej jak na przykład ta:
Smycz regulowana
Chodzi przede wszystkim o to, aby podczas treningów była na tyle długa, żeby zapewniała psu swobodę ruchu, a Wam kontrolę.
Smycz powinna być przypięta do najzwyklejszej w świecie obroży, dostosowanej do rozmiaru psa, takiej o:
Nazwyklejsza w świecie obroża, średnia
Czego potrzeba nam jeszcze?
Oczywiście psa:)
Do szkolenia pozytywnego, metodą klikerową nadaje się KAŻDY pies. Nie ważne czy ma 7 tygodni, czy 10 lat, czy jest leniwy, czy agresywny, rasowy czy to kundelek – absolutnie każdy!
W następnym artykule dowiecie się, czym właściwie jest kliker, jaką rolę pełni i dlaczego jest taki genialny.
Aby szkolić swojego psa nie potrzebujecie wymyślnych sprzętów szkoleniowych, ani tym bardziej archaicznych. Tak więc schowajcie do szuflady kolczatki, obroże elektryczne, dławiące, citronelle i inne tym podobne wynalazki z kategorii, jak to mówi Victoria Silwell: „łatwo-szybko-przyjemnie”, które nie rozwiązują problemów a jedynie tłumią ich objawy.
Zapraszam do obejrzenia filmiku;)
Uprzedzam, że nie jest on skończony: tak naprawdę nie seplenię:D I muszę usunąć to skrzypienie kamery na statywie, bo przeszkadza. Jak tylko zainstaluje potrzebne oprogramowanie, zamienię film na odpowiedni.
W kwestii technicznej dodam, że jest to pierwszy taki mój projekt, więc trochę się przycinam ze zdenerwowania, ale obiecuję to poprawić w przyszłości:)
Kliker można kupić w większości sklepów zoologicznych. Jego cena waha się od 5-20 zł. Przykładowo możecie zaopatrzyć się w taki:
Kliker kostka
Pamiętajcie, że ten jest głośny, co absolutnie nie jest wadą, bo jeśli ćwiczymy na dworze, wśród innych dźwięków głośność klikera, jest jego zaletą.
Nie każdy pies boi się głośnego dźwięku, ale gdyby jednak Wasz do takich należał, albo gdyby dźwięk przeszkadzał innym domownikom, możecie sprawić sobie i-click. Jedynym dystrybutorem tego rodzaju klikera w Polsce, jest sklep mampsa.pl
I-cklik
Ja mam dwa klikery, bo różne psiaki mogę spotkać:)
Na filmiku mam pas na biodra, który dla mnie wydaje się praktyczniejszy, nie mniej smycz można z powodzeniem trzymać w dłoni albo przypiąć do szlufki przy spodniach. Zamierzam jeszcze zaopatrzyć się w saszetkę na smakołyki. Mniej się rzuca w oczy i łatwiej ją nosić i z niej korzystać przy zimowym ubraniu. Z pewnością wybiorę jedną z tych:
Torba na przysmaki
Saszetka na przysmaki z kieszonkami
Nie polecam jeszcze do używania smyczy rozwijanej, ani do treningu, ani do spacerów, z wyjątkiem pewnych sytuacji, ale o nich napiszę później, przy okazji nauki chodzenia na luźnej smyczy. Na początek, używajcie proszę zwykłej, dość długiej smyczy takiej jak na przykład ta:
Smycz regulowana
Chodzi przede wszystkim o to, aby podczas treningów była na tyle długa, żeby zapewniała psu swobodę ruchu, a Wam kontrolę.
Smycz powinna być przypięta do najzwyklejszej w świecie obroży, dostosowanej do rozmiaru psa, takiej o:
Nazwyklejsza w świecie obroża, średnia
Czego potrzeba nam jeszcze?
Oczywiście psa:)
Do szkolenia pozytywnego, metodą klikerową nadaje się KAŻDY pies. Nie ważne czy ma 7 tygodni, czy 10 lat, czy jest leniwy, czy agresywny, rasowy czy to kundelek – absolutnie każdy!
W następnym artykule dowiecie się, czym właściwie jest kliker, jaką rolę pełni i dlaczego jest taki genialny.
Jak to się stało, że ścieżki człowieka i psa skrzyżowały się? Kiedy to było?
Najnowsze dowody wskazują na to, że psy zagościły na stałe w życiu ludzi 14 000-17 000 lat temu. Oznacza to, że były pierwszymi zwierzętami domowymi, na długo przed owcami i kotami.
Jak mogło wyglądać udomowienie? Powszechnie uważa się, że to ludzie zabrali szczeniaka wilka i sobie go wychowywali, jednak dziś wiadomo, że wilka udomowić z dnia na dzień się nie da, nawet, jeśli szczenię zostaje odebrane od matki i wykarmione z ręki człowieka, a na jego socjalizację i naukę poświęca się ogromną ilość czasu.
Oczywiście, każdy z nas słyszał historie o pojedynczych osobnikach żyjących z ludźmi, jednak takie współżycie jest krótkie. Młode wilki są w stanie nauczyć się komend i żyć wg zasad jakie narzuci im człowiek, jednak bardzo szybko zaczynają je kwestionować i decyzje podejmować samodzielnie. Zachowują się jak typowe wilki – jeśli naruszyć ich wolność wyboru, stają się agresywne i nie poddają się układaniu.
Podobnie nie da się udomowić psa dingo. W Australii młode psy potrafią żyć w ludzkich osadach, kiedy jednak wchodzą w okres dojrzewania zawsze wracają do stada. Z tego też powodu jeśli kobiety w wioskach mają ulubionego psa, łamią mu nogi i zmuszają do pozostania z nimi. Przerażający proceder.
Kolejną teorią jest to, że człowiek sam dokonywał selekcji i hodowli, ale i ten pomysł nie wydaje się być zbyt trafny. Po pierwsze, musiałby budować jakieś wymyślne ogrodzenia, klatki, bo wilki to sprytne zwierzęta i bardzo sprawnie uciekają, a po drugie musiałby dokonywać świadomej oceny i wyboru osobników do krzyżowania. Na tamtym etapie ewolucyjnym było to prostu niemożliwe.
Tak więc to nie człowiek, ale prawdopodobnie sam wilk wykonał pierwszy krok. Wilki trzymały się blisko ludzkich osad, ponieważ była to dla nich swego rodzaju darmowa restauracja, a że zwierzęta te są terytorialne, ludzkie osady zaczęły traktować jako swoje terytorium i w razie niebezpieczeństwa wszczynały zgiełk. Dla człowieka pierwotnego było to na pewno ważne i bardzo przydatne – móc przygotować się do obrony przed atakiem.
Wiadomo, że nie każdy wilk mógł żyć w takiej symbiozie. Najlepiej by było, gdyby były to osobniki bardziej śmiałe i mniej lękliwe, co za tym idzie, mniej agresywne. Pozostałe były najprawdopodobniej zabijane przez człowieka, który chciał najzwyczajniej czuć się bezpiecznie. W ten sposób zaczęła się selekcja.
Po wielu pokoleniach wilki zaczynały coraz bardziej przypominać nasze psy i kiedyś ktoś być może wpadł na pomysł, żeby mieć takiego własnego wilka, który chroniłby go i pomagał mu w polowaniach. Jest co całkiem prawdopodobne, ponieważ jak wiemy psy hodowane były na potrzeby użytkowe i dopiero niedawno zaczęły być trzymane w domu wyłącznie jako towarzysze ludzi.
Niektórych może zastanawiać jak to możliwe, że wilk, owczarek niemiecki, pudel i shar pei to jedna wielka rodzina;) Owczarek może nie pozostawia wątpliwości, ale co z resztą? Odpowiedź na to dał słynny w świecie Miłośników Psów eksperyment przeprowadzany przez rosyjskiego genetyka Dimitrija K. Bielajewa, który chciał odtworzyć proces udomowienia, jednak do tego celu zamiast wilków, użył lisów. Jego jedyną ingerencją było wybieranie do rozmnażania osobników bardziej odważnych i przyjaznych niż inne. Już po 6 pokoleniach wystąpiły wyraźne różnice między osobnikami dzikimi a udomawianymi, a po 35, gdyby spotkać takiego lisa na ulicy, można by go uznać za psa, tylko trochę egzotycznej rasy. Lisom tym skracały się ogony, zaczynały nimi merdać, niektórym skręcała się sierść, zmieniały się proporcje głowy. O ile mi wiadomo – eksperyment ten nadal trwa.
Co ciekawsze, proces udomowienia zatrzymał rozwój psa gdzieś na poziomie szczeniaka. Gdyby porównać zachowania dorosłego psa i dorosłego wilka, okazuje się, że punktów wspólnych jest bardzo mało, a między dorosłym psem i szczeniakiem wilka - większość. Takie zjawisko nazywamy neotnienią. To właśnie dzięki temu nasze ukochane Czterołapy są tak doskonałymi, chętnymi do uczenia się i zabawy towarzyszami codziennego życia.
Film o eksperymencie ze srebrnymi lisami:
Miłego oglądania:)
Najnowsze dowody wskazują na to, że psy zagościły na stałe w życiu ludzi 14 000-17 000 lat temu. Oznacza to, że były pierwszymi zwierzętami domowymi, na długo przed owcami i kotami.
Jak mogło wyglądać udomowienie? Powszechnie uważa się, że to ludzie zabrali szczeniaka wilka i sobie go wychowywali, jednak dziś wiadomo, że wilka udomowić z dnia na dzień się nie da, nawet, jeśli szczenię zostaje odebrane od matki i wykarmione z ręki człowieka, a na jego socjalizację i naukę poświęca się ogromną ilość czasu.
Oczywiście, każdy z nas słyszał historie o pojedynczych osobnikach żyjących z ludźmi, jednak takie współżycie jest krótkie. Młode wilki są w stanie nauczyć się komend i żyć wg zasad jakie narzuci im człowiek, jednak bardzo szybko zaczynają je kwestionować i decyzje podejmować samodzielnie. Zachowują się jak typowe wilki – jeśli naruszyć ich wolność wyboru, stają się agresywne i nie poddają się układaniu.
Podobnie nie da się udomowić psa dingo. W Australii młode psy potrafią żyć w ludzkich osadach, kiedy jednak wchodzą w okres dojrzewania zawsze wracają do stada. Z tego też powodu jeśli kobiety w wioskach mają ulubionego psa, łamią mu nogi i zmuszają do pozostania z nimi. Przerażający proceder.
Kolejną teorią jest to, że człowiek sam dokonywał selekcji i hodowli, ale i ten pomysł nie wydaje się być zbyt trafny. Po pierwsze, musiałby budować jakieś wymyślne ogrodzenia, klatki, bo wilki to sprytne zwierzęta i bardzo sprawnie uciekają, a po drugie musiałby dokonywać świadomej oceny i wyboru osobników do krzyżowania. Na tamtym etapie ewolucyjnym było to prostu niemożliwe.
Tak więc to nie człowiek, ale prawdopodobnie sam wilk wykonał pierwszy krok. Wilki trzymały się blisko ludzkich osad, ponieważ była to dla nich swego rodzaju darmowa restauracja, a że zwierzęta te są terytorialne, ludzkie osady zaczęły traktować jako swoje terytorium i w razie niebezpieczeństwa wszczynały zgiełk. Dla człowieka pierwotnego było to na pewno ważne i bardzo przydatne – móc przygotować się do obrony przed atakiem.
Wiadomo, że nie każdy wilk mógł żyć w takiej symbiozie. Najlepiej by było, gdyby były to osobniki bardziej śmiałe i mniej lękliwe, co za tym idzie, mniej agresywne. Pozostałe były najprawdopodobniej zabijane przez człowieka, który chciał najzwyczajniej czuć się bezpiecznie. W ten sposób zaczęła się selekcja.
Po wielu pokoleniach wilki zaczynały coraz bardziej przypominać nasze psy i kiedyś ktoś być może wpadł na pomysł, żeby mieć takiego własnego wilka, który chroniłby go i pomagał mu w polowaniach. Jest co całkiem prawdopodobne, ponieważ jak wiemy psy hodowane były na potrzeby użytkowe i dopiero niedawno zaczęły być trzymane w domu wyłącznie jako towarzysze ludzi.
Niektórych może zastanawiać jak to możliwe, że wilk, owczarek niemiecki, pudel i shar pei to jedna wielka rodzina;) Owczarek może nie pozostawia wątpliwości, ale co z resztą? Odpowiedź na to dał słynny w świecie Miłośników Psów eksperyment przeprowadzany przez rosyjskiego genetyka Dimitrija K. Bielajewa, który chciał odtworzyć proces udomowienia, jednak do tego celu zamiast wilków, użył lisów. Jego jedyną ingerencją było wybieranie do rozmnażania osobników bardziej odważnych i przyjaznych niż inne. Już po 6 pokoleniach wystąpiły wyraźne różnice między osobnikami dzikimi a udomawianymi, a po 35, gdyby spotkać takiego lisa na ulicy, można by go uznać za psa, tylko trochę egzotycznej rasy. Lisom tym skracały się ogony, zaczynały nimi merdać, niektórym skręcała się sierść, zmieniały się proporcje głowy. O ile mi wiadomo – eksperyment ten nadal trwa.
Co ciekawsze, proces udomowienia zatrzymał rozwój psa gdzieś na poziomie szczeniaka. Gdyby porównać zachowania dorosłego psa i dorosłego wilka, okazuje się, że punktów wspólnych jest bardzo mało, a między dorosłym psem i szczeniakiem wilka - większość. Takie zjawisko nazywamy neotnienią. To właśnie dzięki temu nasze ukochane Czterołapy są tak doskonałymi, chętnymi do uczenia się i zabawy towarzyszami codziennego życia.
Film o eksperymencie ze srebrnymi lisami:
Miłego oglądania:)


