Znalezione zdjęcia dla mity:
Brak.
Znalezione filmy dla mity:
Brak.
Kiedy decyzja jest już podjęta przed nami kolejny etap. Trzeba się zastanowić skąd wziąć swojego Czterołapa. Opcji jest kilka: schronisko, hodowla, szczeniaki z targowiska, od znajomego.. Każda z tych opcji ma swoje zalety i wady z wyjątkiem jednej, która ma same wady;)
Szczeniaki z targowiska.
Niejednokrotnie każdy z nas widział szczenięta sprzedawane na targu bądź na ulicy. Urocze psiaki działają na wrażliwe osoby i nierzadko ktoś podejmuje decyzję, żeby nabyć takiego zwierzaka, szczególnie, że jego cena jest bardzo niska.
Nie jest to rozsądne.
Psy sprzedawane w ten sposób prawie zawsze pochodzą z ferm szczeniąt, w których zwierzęta są traktowane jak rzeczy i „produkowane hurtowo”. Co to oznacza? Suki przetrzymywane są w klatkach, złych warunkach, często głodne, chore i zaniedbane żyją w ciągłym stresie, nie mają przerw w rozrodzie, co bardzo nadszarpuje ich zdrowie. Wiadomo już, że szczenna suka powinna jak najmniej się denerwować, ponieważ wpływa to na jeszcze nienarodzone szczeniaki, co z kolei ma związek z agresją. Ponadto ludzie rozmnażający w ten sposób zwierzęta nie są zaznajomieni z ich potrzebami fizycznymi ani psychicznymi, czyli nie przystosowują młodych psów do życia z innymi ludźmi i psami oraz w nowym środowisku. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że takie zwierzęta będą przejawiać problematyczne zachowania lękowe, na których tle może się rozwinąć agresja.
Nie znany jest również rodowód takiego psa, a więc nie można w żaden sposób przewidzieć jego zaplecza genetycznego, co za tym idzie - jego charakteru. Istnieje więc ryzyko, że rozmnażane są psy agresywne, lękliwe lub z chorobami genetycznymi.
Kupując takiego zwierzaka popieramy cały ten proceder hodowli „towaru” wyłącznie dla zysku. Sami siebie obciążamy ogromnym ryzykiem, także finansowym, bo najczęściej na leczenie takiego psa wydajemy znacznie więcej niż przeciętnie. W rezultacie to, co oszczędzamy na jego kupnie, wraca do nas z nawiązką, nie tylko finansową, ale i emocjonalną. Nie rzadko chorując pies cierpi a razem z nim jego opiekun.
Ci, którzy są zainteresowani losem zwierząt, widząc taką sytuację powinni zawiadomić odpowiednie służby, aby te sprawdziły, jak wyglądają warunki, z których pochodzą szczenięta. Tu nie chodzi tylko o nielegalną sprzedaż, ale o świadome krzywdzenie psów.
Podobną sytuację stwarzają osoby bezmyślnie rozmnażające swoje psy, które wciąż mają w głowach mit o tym, że suka powinna raz w życiu mieć szczenięta. Nie jest to prawda! Ciąża urojona jest zaburzeniem hormonalnym, któremu zapobiegnie sterylizacja, po której już nigdy nie zobaczymy u suki oznak niespełnionego macierzyństwa. Inaczej jest u ludzi. Kobieta może nie mieć możliwości zajścia w ciążę, ale nie wyklucza to jej chęci posiadania dzieci, to jednak zawsze daje o sobie znać.
Oczywiście psy rozmnażane w domu także obarczone są pewnym ryzykiem, zwłaszcza genetycznym, bo w kwestii psychicznej, to zwykle traktowane są „po ludzku”, co jednak nie oznacza, że prawidłowo. Mimo wszystko osoba, która nie zna się na hodowli nie powinna się brać za rozmnażanie zwierząt. Może narobić tym więcej szkód, niż pożytku, szczególnie wtedy, kiedy na młode nie znajdzie się nabywca.. Codziennie wiele szczeniąt jest brutalnie zabijanych, bo „nie ma co z nimi zrobić”. Tylko czyja to wina?
Podobnie jest z pseudohodowcami, których od prawdziwych hodowców rzekomo różni jedynie brak rodowodowych szczeniąt. Jest to kolejna bzdura. Tak naprawdę – nie odstają wiele od Waszych znajomych, którzy nie mają wiedzy na temat hodowli. Wbrew pozorom, to również są ludzie, albo nieodpowiedzialni albo, paradoksalnie sprzedający szczenięta dla zysku. Paradoksalnie, gdyż cena tych psów nie jest zwykle wysoka. Takie zwierzęta nie mają jednak żadnych badań (bo to dodatkowy koszt), suki rozmnażane są z byle którym samcem (bo dobry - nie agresywny, nie lękliwy i zdrowy reproduktor - to koszt), nie żywi się ich odpowiednio (bo jakościowa karma to koszt), nie poddaje stymulacji umysłowej (bo brak odpowiedniej wiedzy na ten temat), ani socjalizacji (bo także brak wiedzy). Wiecie już, czym to grozi.
Jeśli psu Waszego znajomego zdarzy się wpadka i wiecie, że będzie miał szczeniaki, a chcecie mieć psa, dobrym pomysłem jest wzięcie zwierzaka od niego. Chodzi o to, żeby zapewnić psiakom dom i poradzić, żeby wysterylizowano suczkę/wykastrowano psa. Ale nie powinno się to powtórzyć.
Jeszcze raz powtórzę – kupowanie psa z nieprofesjonalnego źródła jest bardzo nierozsądne. W statystykach problemów behawioralnych najczęściej znajdziemy psy pochodzące z sklepów zoologicznych (które biorą szczenięta od nie znających się na psach ludziach, pseudohodowców i ferm szczeniąt) (Serpell i Jagoe, 1955).
Istnieją trzy miejsca z których warto adoptować psa. Są to stowarzyszenia pomagające konkretnym rasom, schroniska oraz profesjonalne hodowle. Dlaczego? O tym w następnym artykule:)
Za przerwy w pisaniu przepraszam, ale nie miałam pewien czas Internetu, ze względu na remont w domu;)
Szczeniaki z targowiska.
Niejednokrotnie każdy z nas widział szczenięta sprzedawane na targu bądź na ulicy. Urocze psiaki działają na wrażliwe osoby i nierzadko ktoś podejmuje decyzję, żeby nabyć takiego zwierzaka, szczególnie, że jego cena jest bardzo niska.
Nie jest to rozsądne.
Psy sprzedawane w ten sposób prawie zawsze pochodzą z ferm szczeniąt, w których zwierzęta są traktowane jak rzeczy i „produkowane hurtowo”. Co to oznacza? Suki przetrzymywane są w klatkach, złych warunkach, często głodne, chore i zaniedbane żyją w ciągłym stresie, nie mają przerw w rozrodzie, co bardzo nadszarpuje ich zdrowie. Wiadomo już, że szczenna suka powinna jak najmniej się denerwować, ponieważ wpływa to na jeszcze nienarodzone szczeniaki, co z kolei ma związek z agresją. Ponadto ludzie rozmnażający w ten sposób zwierzęta nie są zaznajomieni z ich potrzebami fizycznymi ani psychicznymi, czyli nie przystosowują młodych psów do życia z innymi ludźmi i psami oraz w nowym środowisku. Istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo, że takie zwierzęta będą przejawiać problematyczne zachowania lękowe, na których tle może się rozwinąć agresja.
Nie znany jest również rodowód takiego psa, a więc nie można w żaden sposób przewidzieć jego zaplecza genetycznego, co za tym idzie - jego charakteru. Istnieje więc ryzyko, że rozmnażane są psy agresywne, lękliwe lub z chorobami genetycznymi.
Kupując takiego zwierzaka popieramy cały ten proceder hodowli „towaru” wyłącznie dla zysku. Sami siebie obciążamy ogromnym ryzykiem, także finansowym, bo najczęściej na leczenie takiego psa wydajemy znacznie więcej niż przeciętnie. W rezultacie to, co oszczędzamy na jego kupnie, wraca do nas z nawiązką, nie tylko finansową, ale i emocjonalną. Nie rzadko chorując pies cierpi a razem z nim jego opiekun.
Ci, którzy są zainteresowani losem zwierząt, widząc taką sytuację powinni zawiadomić odpowiednie służby, aby te sprawdziły, jak wyglądają warunki, z których pochodzą szczenięta. Tu nie chodzi tylko o nielegalną sprzedaż, ale o świadome krzywdzenie psów.
Podobną sytuację stwarzają osoby bezmyślnie rozmnażające swoje psy, które wciąż mają w głowach mit o tym, że suka powinna raz w życiu mieć szczenięta. Nie jest to prawda! Ciąża urojona jest zaburzeniem hormonalnym, któremu zapobiegnie sterylizacja, po której już nigdy nie zobaczymy u suki oznak niespełnionego macierzyństwa. Inaczej jest u ludzi. Kobieta może nie mieć możliwości zajścia w ciążę, ale nie wyklucza to jej chęci posiadania dzieci, to jednak zawsze daje o sobie znać.
Oczywiście psy rozmnażane w domu także obarczone są pewnym ryzykiem, zwłaszcza genetycznym, bo w kwestii psychicznej, to zwykle traktowane są „po ludzku”, co jednak nie oznacza, że prawidłowo. Mimo wszystko osoba, która nie zna się na hodowli nie powinna się brać za rozmnażanie zwierząt. Może narobić tym więcej szkód, niż pożytku, szczególnie wtedy, kiedy na młode nie znajdzie się nabywca.. Codziennie wiele szczeniąt jest brutalnie zabijanych, bo „nie ma co z nimi zrobić”. Tylko czyja to wina?
Podobnie jest z pseudohodowcami, których od prawdziwych hodowców rzekomo różni jedynie brak rodowodowych szczeniąt. Jest to kolejna bzdura. Tak naprawdę – nie odstają wiele od Waszych znajomych, którzy nie mają wiedzy na temat hodowli. Wbrew pozorom, to również są ludzie, albo nieodpowiedzialni albo, paradoksalnie sprzedający szczenięta dla zysku. Paradoksalnie, gdyż cena tych psów nie jest zwykle wysoka. Takie zwierzęta nie mają jednak żadnych badań (bo to dodatkowy koszt), suki rozmnażane są z byle którym samcem (bo dobry - nie agresywny, nie lękliwy i zdrowy reproduktor - to koszt), nie żywi się ich odpowiednio (bo jakościowa karma to koszt), nie poddaje stymulacji umysłowej (bo brak odpowiedniej wiedzy na ten temat), ani socjalizacji (bo także brak wiedzy). Wiecie już, czym to grozi.
Jeśli psu Waszego znajomego zdarzy się wpadka i wiecie, że będzie miał szczeniaki, a chcecie mieć psa, dobrym pomysłem jest wzięcie zwierzaka od niego. Chodzi o to, żeby zapewnić psiakom dom i poradzić, żeby wysterylizowano suczkę/wykastrowano psa. Ale nie powinno się to powtórzyć.
Jeszcze raz powtórzę – kupowanie psa z nieprofesjonalnego źródła jest bardzo nierozsądne. W statystykach problemów behawioralnych najczęściej znajdziemy psy pochodzące z sklepów zoologicznych (które biorą szczenięta od nie znających się na psach ludziach, pseudohodowców i ferm szczeniąt) (Serpell i Jagoe, 1955).
Istnieją trzy miejsca z których warto adoptować psa. Są to stowarzyszenia pomagające konkretnym rasom, schroniska oraz profesjonalne hodowle. Dlaczego? O tym w następnym artykule:)
Za przerwy w pisaniu przepraszam, ale nie miałam pewien czas Internetu, ze względu na remont w domu;)
03.03.2011 o godz. 11:04
komentuj (0)
Przyjęcie w progi swojego domu psa jest decyzją bardzo poważną i nigdy nie powinna ona zostać podjęta pod wpływem impulsu, kaprysu czy prośby dzieci. Niestety wielu jest dorosłych ludzi, którzy nie potrafią zrozumieć tego, że zwierzę zagości w ich życiu przez długie lata, że będą musieli poświęcić mu swój czas, pieniądze a nawet zdecydować się dla jego dobra na pewne wyrzeczenia.
Wiele osób wciąż nie podchodzi do tego odpowiedzialnie, myśląc sobie, że jakoś to będzie. Dla człowieka owszem, ale to psu zwykle przychodzi zapłacić za głupotę swojego właściciela najcięższą karę.
Żeby dobrze wybrać psa nie wolno kierować się jego urodą. Rzeczywiście, ludzie to wzrokowcy, ale warto zajrzeć w głąb psiej głowy i dowiedzieć się, co się w niej kryje. Życie z ładnym i nieakceptowanym psem jest bardziej przykre dla niego i dla człowieka niż z tym psiakiem, który w konkursach piękności nie zwycięży, ale za to łatwiej będzie się z nim dogadać.
Na początek dobrze by było sobie ustalić pewne kryteria fizyczne według których będziemy dopasowywać do siebie psa.
Na pierwszy ogień powinniśmy się zastanowić, abstrahując od rasy, czy wolimy psa małego, średniego czy dużego?
Małe psy, jako bardziej kompaktowe;) są wygodne, jeśli chodzi np. o transport. Jednak nie jest dobrym pomysłem wybieranie małego psa, kiedy w domu są dzieci. Ich pomysły i niedelikatność mogą psiakowi mocno dać się we znaki. Wbrew pozorom mały pies może być dla dziecka bardziej niebezpieczny niż duży.
Z drugiej strony duże psy to duża siła i nie nadają się dla starszych ludzi, ponieważ mogą przewrócić i potłuc swojego właściciela. Trudniej też utrzymać je na spacerach, szczególnie jeśli sami musimy uczyć temperamentnego psa chodzenia na luźnej smyczy.
Wielkość psa ma również wpływ na koszty jego utrzymania. Im większy pies tym większy budżet jest nam potrzebny.
Średnie psy są generalnie najbardziej uniwersalne pod wyżej wymienionymi względami.
Wbrew pozorom metraż naszego mieszkania nie determinuje rozmiaru psa. O ile zapewnimy zwierzakowi odpowiednią ilość ruchu, rozrywki umysłowej i własny kąt to możemy trzymać w kawalerce i doga niemieckiego. W książce, nie pamiętam niestety której, oceniono, że największym problemem będzie jedynie logistyka;)
Kolejną cechą zewnętrzną naszego przyszłego Czterołapa jest jego sierść. Musimy zdecydować, czy wolimy psy o włosie długim czy krótkim. Oczywiste jest to, że im więcej kudłów;) ma na sobie pies, tym więcej ich znajdziemy na naszych ubraniach, dywanach, w powietrzu, a prędzej czy później i w świeżo otwartym kartoniku mleka. Rzecz jasna, rozrywkę na tym tle wzbogacą nam czesanie, strzyżenie i kąpanie (szczególnie psa umazanego błotem lub innym świństwem, który najpierw rozradowany przebiegnie nam pół domu, zostawiając wszędzie ślady swoich łap, zanim da się złapać i zaciągnąć do wanny, albo chociaż wytrzeć) – to są uroki posiadania psów o pokaźnej szacie i trzeba je po prostu kochać:) Dlatego ludziom lubiącym czystość odradzam psy o dłuższej sierści.
Krótka sierść też może być denerwująca, ponieważ takie włosy są sztywniejsze i jak już się wbiją w dywan, to paradoksalnie – trudniej się je usuwa.
Kiedy już będziemy wiedzieć, czego pod względem fizycznym oczekujemy od naszego psa, czas zabrać się za określanie jego charakteru:)
Wiele osób wciąż nie podchodzi do tego odpowiedzialnie, myśląc sobie, że jakoś to będzie. Dla człowieka owszem, ale to psu zwykle przychodzi zapłacić za głupotę swojego właściciela najcięższą karę.
Żeby dobrze wybrać psa nie wolno kierować się jego urodą. Rzeczywiście, ludzie to wzrokowcy, ale warto zajrzeć w głąb psiej głowy i dowiedzieć się, co się w niej kryje. Życie z ładnym i nieakceptowanym psem jest bardziej przykre dla niego i dla człowieka niż z tym psiakiem, który w konkursach piękności nie zwycięży, ale za to łatwiej będzie się z nim dogadać.
Na początek dobrze by było sobie ustalić pewne kryteria fizyczne według których będziemy dopasowywać do siebie psa.
Na pierwszy ogień powinniśmy się zastanowić, abstrahując od rasy, czy wolimy psa małego, średniego czy dużego?
Małe psy, jako bardziej kompaktowe;) są wygodne, jeśli chodzi np. o transport. Jednak nie jest dobrym pomysłem wybieranie małego psa, kiedy w domu są dzieci. Ich pomysły i niedelikatność mogą psiakowi mocno dać się we znaki. Wbrew pozorom mały pies może być dla dziecka bardziej niebezpieczny niż duży.
Z drugiej strony duże psy to duża siła i nie nadają się dla starszych ludzi, ponieważ mogą przewrócić i potłuc swojego właściciela. Trudniej też utrzymać je na spacerach, szczególnie jeśli sami musimy uczyć temperamentnego psa chodzenia na luźnej smyczy.
Wielkość psa ma również wpływ na koszty jego utrzymania. Im większy pies tym większy budżet jest nam potrzebny.
Średnie psy są generalnie najbardziej uniwersalne pod wyżej wymienionymi względami.
Wbrew pozorom metraż naszego mieszkania nie determinuje rozmiaru psa. O ile zapewnimy zwierzakowi odpowiednią ilość ruchu, rozrywki umysłowej i własny kąt to możemy trzymać w kawalerce i doga niemieckiego. W książce, nie pamiętam niestety której, oceniono, że największym problemem będzie jedynie logistyka;)
Kolejną cechą zewnętrzną naszego przyszłego Czterołapa jest jego sierść. Musimy zdecydować, czy wolimy psy o włosie długim czy krótkim. Oczywiste jest to, że im więcej kudłów;) ma na sobie pies, tym więcej ich znajdziemy na naszych ubraniach, dywanach, w powietrzu, a prędzej czy później i w świeżo otwartym kartoniku mleka. Rzecz jasna, rozrywkę na tym tle wzbogacą nam czesanie, strzyżenie i kąpanie (szczególnie psa umazanego błotem lub innym świństwem, który najpierw rozradowany przebiegnie nam pół domu, zostawiając wszędzie ślady swoich łap, zanim da się złapać i zaciągnąć do wanny, albo chociaż wytrzeć) – to są uroki posiadania psów o pokaźnej szacie i trzeba je po prostu kochać:) Dlatego ludziom lubiącym czystość odradzam psy o dłuższej sierści.
Krótka sierść też może być denerwująca, ponieważ takie włosy są sztywniejsze i jak już się wbiją w dywan, to paradoksalnie – trudniej się je usuwa.
Kiedy już będziemy wiedzieć, czego pod względem fizycznym oczekujemy od naszego psa, czas zabrać się za określanie jego charakteru:)
Dziś kontynuujemy obalanie mitów na temat szkolenia pozytywnego, które przekazywane z ust do ust, mogą dać fałszywe wyobrażenie na temat metod i rzeczywiście zniechęcić osobą chcącą szkolić swojego psa.
Mit V: „Zawsze trzeba mieć przy sobie kliker”.
Mit ten wynika z niezrozumienia lub nie poinformowania przez trenera swojego klienta do czego służy kliker i jak go używać.
Otóż to małe proste urządzenie jest potrzebne tylko na początku uczenia danego zachowania. Kiedy pies zacznie reagować bezbłędnie na komendę optyczną (czyli właściwie skojarzy sobie komendę z zachowaniem) z klikera rezygnujemy.
Rzadko uczymy psy nowych zachowań poza domem, z tego względu, że środowisko zewnętrzne jest dla nich często zbyt rozpraszające.
Tak więc, poza nielicznymi wyjątkami, klikera nie musimy nosić ze sobą
Mit VI: „Psy szkolone przy użyciu klikera nie będą wykonywać poleceń, jeśli nie dostaną smakołyku.”
Gdyby ten mit był prawdziwy, jaki sens miałoby szkolenie? Ludzie szybko by się zorientowali, że bez jedzenia nie zdołają wyegzekwować polecenia i metody pozytywne szybko zostałyby wyrzucone na margines szkoleniowy.
Ale do rzeczy: na początku jako nagrody używa się wyłącznie smakołyków, ponieważ w ten sposób łatwo pozyskać uwagę psa a nawet przekonać go do siebie, szczególnie, jeśli do tej pory stosowaliśmy wobec niego kary tradycyjne. To jeden ze sposobów, obok dotykania, zabawy i spacerów, na zbudowanie czy odbudowanie więzi z psem.
Nie wolno tego traktować jako przekupstwo, ja preferuję spojrzenie na to, jako na zapłatę. Mało kto z nas pracuje za darmo, prawda?
Wielu ludzi sądzi, że psy wykonują polecenia wyłącznie z miłości do swojego właściciela. Prawdopodobnie takie psy istnieją, ale są niesamowitą rzadkością i zakładanie, że nasz pies jest właśnie tym, skazuje nas na porażkę.
Dla sceptycznych dobrą nowiną jest to, że po kilku tygodniach szkolenia, smakołyki stają się tylko jedną z możliwych nagród. Nagradzamy psa na różne sposoby, w zależności od tego co nasz zwierzak lubi. Może to być kontakt z innym psem, kontakt z człowiekiem, bieg przez kilkadziesiąt metrów, zabawa jego ulubioną zabawką, pochwała słowna czy możliwość powąchania sobie trawnika. Wachlarz możliwości jest bardzo szeroki, a jedzenie staje się po prostu kolejną nagrodą.
Oczywiście, może się zdarzyć tak, że Wasz pies najchętniej będzie pracował właśnie za smakołyki, ale nawet w tym wypadku można to ograniczyć i uczynić nagrodą tylko za wyjątkowo dobrze wykonane ćwiczenie.
Mit VII: „Siłą można osiągnąć lepsze rezultaty”.
Lepsze rezultaty są tutaj wyłącznie rezultatami pozornymi. Jeśli uczycie czegoś psa karząc go, to będzie wyglądało, że rzeczywiście się czegoś nauczył ale za jakiś czas: miesiąc, rok, dwa lata powróci do zachowania. Nazywa się to paradoksem unikania. Pies, który poczuje się bezpieczny, wróci do swoich starych nawyków, a oznacza to, że tak naprawdę, nie nauczył się niczego. Na pewno słyszeliście, że aby pies nie zapomniał, co przyswoił, powinno się z nim przeprowadzać sesje codziennie, powtarzając ćwiczenia, które zna. W metodach tradycyjnych, być może tak jest.
Zachowania wyuczone metodami pozytywnymi nie zanikają nigdy, dlatego, że nie są formą ucieczki przed przed karą.
Będąc w schronisku nauczyłam bardzo szybko siadać psa. Podejrzewałam, że kiedy pojawię się następny raz, pies może nie tego nie pamiętać, ponieważ minęły dwa tygodnie przerwy. Byłam zaskoczona, kiedy na słowo „siad” pies usiadł, jak gdyby robił to od zawsze. W szkoleniu pozytywnym zdarzają się i takie przypadki :)
Mit VIII: „Szkolenie pozytywne nie oduczy psa szczekania i agresji”.
To oczywista bzdura, bo co oduczy agresji? Nowa agresja? Nie od dziś wiadomo, że agresja rodzi agresję.
Najczęściej pies agresywny to pies niepewny siebie i przerażony. Wyobraźcie sobie, że Was ktoś bije, dlatego, że się boicie. Pomogłoby? Być może przestalibyście okazywać strach tak ostentacyjnie, tylko po to, żeby uniknąć kary, do czasu aż znaleźlibyście się u kresu swoich sił. Wtedy na pewno wybuchnęlibyście ze zdwojoną siłą. Wtedy psy gryzą.
W szkoleniu pozytywnym można wyeliminować zachowania niepożądane zastępując je nauką zachowań alternatywnych. Ponieważ są to ćwiczenia przyjazne dla psa, nie wywołujące lęku i korzące się dobrze, psy otwierają się na ludzi i mogą stać się na nowo wspaniałymi, wesołymi towarzyszami człowieka.
Mimo, że opanowanie agresji bywa łatwe, nie koniecznie jest szybkie, dlatego lepiej jest zapobiegać niż leczyć.
Jeśli słyszeliście inne mity na temat szkolenia pozytywnego i wciąż nie jesteście przekonani, z chęcią wyjaśnię Wam wszelkie wątpliwości, wystarczy napisać w komentarzu:)
Mit V: „Zawsze trzeba mieć przy sobie kliker”.
Mit ten wynika z niezrozumienia lub nie poinformowania przez trenera swojego klienta do czego służy kliker i jak go używać.
Otóż to małe proste urządzenie jest potrzebne tylko na początku uczenia danego zachowania. Kiedy pies zacznie reagować bezbłędnie na komendę optyczną (czyli właściwie skojarzy sobie komendę z zachowaniem) z klikera rezygnujemy.
Rzadko uczymy psy nowych zachowań poza domem, z tego względu, że środowisko zewnętrzne jest dla nich często zbyt rozpraszające.
Tak więc, poza nielicznymi wyjątkami, klikera nie musimy nosić ze sobą
Mit VI: „Psy szkolone przy użyciu klikera nie będą wykonywać poleceń, jeśli nie dostaną smakołyku.”
Gdyby ten mit był prawdziwy, jaki sens miałoby szkolenie? Ludzie szybko by się zorientowali, że bez jedzenia nie zdołają wyegzekwować polecenia i metody pozytywne szybko zostałyby wyrzucone na margines szkoleniowy.
Ale do rzeczy: na początku jako nagrody używa się wyłącznie smakołyków, ponieważ w ten sposób łatwo pozyskać uwagę psa a nawet przekonać go do siebie, szczególnie, jeśli do tej pory stosowaliśmy wobec niego kary tradycyjne. To jeden ze sposobów, obok dotykania, zabawy i spacerów, na zbudowanie czy odbudowanie więzi z psem.
Nie wolno tego traktować jako przekupstwo, ja preferuję spojrzenie na to, jako na zapłatę. Mało kto z nas pracuje za darmo, prawda?
Wielu ludzi sądzi, że psy wykonują polecenia wyłącznie z miłości do swojego właściciela. Prawdopodobnie takie psy istnieją, ale są niesamowitą rzadkością i zakładanie, że nasz pies jest właśnie tym, skazuje nas na porażkę.
Dla sceptycznych dobrą nowiną jest to, że po kilku tygodniach szkolenia, smakołyki stają się tylko jedną z możliwych nagród. Nagradzamy psa na różne sposoby, w zależności od tego co nasz zwierzak lubi. Może to być kontakt z innym psem, kontakt z człowiekiem, bieg przez kilkadziesiąt metrów, zabawa jego ulubioną zabawką, pochwała słowna czy możliwość powąchania sobie trawnika. Wachlarz możliwości jest bardzo szeroki, a jedzenie staje się po prostu kolejną nagrodą.
Oczywiście, może się zdarzyć tak, że Wasz pies najchętniej będzie pracował właśnie za smakołyki, ale nawet w tym wypadku można to ograniczyć i uczynić nagrodą tylko za wyjątkowo dobrze wykonane ćwiczenie.
Mit VII: „Siłą można osiągnąć lepsze rezultaty”.
Lepsze rezultaty są tutaj wyłącznie rezultatami pozornymi. Jeśli uczycie czegoś psa karząc go, to będzie wyglądało, że rzeczywiście się czegoś nauczył ale za jakiś czas: miesiąc, rok, dwa lata powróci do zachowania. Nazywa się to paradoksem unikania. Pies, który poczuje się bezpieczny, wróci do swoich starych nawyków, a oznacza to, że tak naprawdę, nie nauczył się niczego. Na pewno słyszeliście, że aby pies nie zapomniał, co przyswoił, powinno się z nim przeprowadzać sesje codziennie, powtarzając ćwiczenia, które zna. W metodach tradycyjnych, być może tak jest.
Zachowania wyuczone metodami pozytywnymi nie zanikają nigdy, dlatego, że nie są formą ucieczki przed przed karą.
Będąc w schronisku nauczyłam bardzo szybko siadać psa. Podejrzewałam, że kiedy pojawię się następny raz, pies może nie tego nie pamiętać, ponieważ minęły dwa tygodnie przerwy. Byłam zaskoczona, kiedy na słowo „siad” pies usiadł, jak gdyby robił to od zawsze. W szkoleniu pozytywnym zdarzają się i takie przypadki :)
Mit VIII: „Szkolenie pozytywne nie oduczy psa szczekania i agresji”.
To oczywista bzdura, bo co oduczy agresji? Nowa agresja? Nie od dziś wiadomo, że agresja rodzi agresję.
Najczęściej pies agresywny to pies niepewny siebie i przerażony. Wyobraźcie sobie, że Was ktoś bije, dlatego, że się boicie. Pomogłoby? Być może przestalibyście okazywać strach tak ostentacyjnie, tylko po to, żeby uniknąć kary, do czasu aż znaleźlibyście się u kresu swoich sił. Wtedy na pewno wybuchnęlibyście ze zdwojoną siłą. Wtedy psy gryzą.
W szkoleniu pozytywnym można wyeliminować zachowania niepożądane zastępując je nauką zachowań alternatywnych. Ponieważ są to ćwiczenia przyjazne dla psa, nie wywołujące lęku i korzące się dobrze, psy otwierają się na ludzi i mogą stać się na nowo wspaniałymi, wesołymi towarzyszami człowieka.
Mimo, że opanowanie agresji bywa łatwe, nie koniecznie jest szybkie, dlatego lepiej jest zapobiegać niż leczyć.
Jeśli słyszeliście inne mity na temat szkolenia pozytywnego i wciąż nie jesteście przekonani, z chęcią wyjaśnię Wam wszelkie wątpliwości, wystarczy napisać w komentarzu:)


