Znalezione zdjęcia dla negatywne:
Brak.
Znalezione filmy dla negatywne:
Brak.
Karanie w wychowaniu psów jest dość kontrowersyjnym tematem. Ludzie przyzwyczajeni są do stosowania kar i w gruncie rzeczy jest to chyba najczęściej spotykane narzędzie wychowawcze, zarówno w domu jak i w szkole. Motywacja jest zjawiskiem dość rzadkim, znacznie trudniej zasłużyć sobie na nagrodę, tak jakby liczyło się wyłącznie to, żeby zachowanie niepożądane przez rodzica, nauczyciela czy pracodawcę się nie pojawiło, a już nasz w tym problem, żeby dostosować się do ich wymagań. Z ich punktu widzenia pewnie tak jest wygodniej, może szybciej, ale tak naprawdę robią nam tym wielką krzywdę, ponieważ w konsekwencji zachętą staje się brak kary.
Uczymy się unikając jej i w końcu staje się to celem samym w sobie. Dobrze wiemy, czego nie robić, ale ponieważ nie byliśmy nagradzani za naszą inicjatywę, nie podejmujemy jej, bo jeszcze się okaże, że to, co byśmy zrobili zalicza się do zachowań niepożądanych.
Nie robimy więc nic niebezpiecznego, często pozbawiając się zdobycia wielu ciekawych doświadczeń i przeżyć. Idziemy z prądem, byle do jutra, a jutro to już jakoś będzie. Skrycie marzymy o aktorstwie, malarstwie, pisarstwie, psychologii, nauczeniu się gry w tenisa czy kursie nurkowania, ale i te marzenia pozostają często niespełnione w obawie przed naganą, czy głupimi pytaniami w stylu: „Ale po co Ci to?” i wypowiedziami: „Zajmij się lepiej czymś pożytecznym”.
Nierzadko wyrzucamy sobie brak wiary w siebie i niemożność dążenia do obranych celów, twierdzimy, że się nie uda, że to bez sensu..
Dla wielu z nas to wszystko brzmi znajomo, prawda?
Taka postawa w sporej mierze wyrasta właśnie ze stosowania kar a zapominaniu o motywacji. Mówią nam co jest źle, rzadziej co dobrze – uczą nas bezpiecznego życia bez zbędnych doznań i stresów. Nie bądźmy tacy sami.
Nie mniej – karać trzeba, bo dzięki temu jednostka wyciąga wnioski ze swojego postępowania, uczy się jakiejś odpowiedzialność i wielu innych ważnych rzeczy, które nie są tematem moich rozważań.
Tak jak pisałam poprzednio karać można na dwa sposoby. Nauka karę określa mianem „wygaszenia”, które może być pozytywne lub negatywne. Tłumaczenie to jest trochę nieszczęśliwe, ponieważ nie ma to nic wspólnego z oceną charakteru kary, więc pojawiają się również zamienne określenia: dodatnia lub ujemna.
Wygaszenie dodatnie (P+) to dostarczanie czegoś nieprzyjemnego karanemu, a ujemne (P-): odbieranie czegoś przyjemnego.
Większość z nas karze w ten pierwszy sposób: krzyczymy, ubliżamy, wypisujemy nagany, uwagi, niekiedy bijemy, mścimy się po czasie i wiele innych..
Drugi sposób to np. szlaban na komputer, czy zakaz wyjścia z domu na imprezę czy odebranie premii..
Pierwszy sposób jest łatwiejszy, drugi wymaga myślenia, bo musimy wiedzieć, co trzeba odebrać karanemu, żeby kara była skuteczna.
Jak więc karać?
Żelazna zasada: nie stosujemy przemocy. Wielu ludzi pewnie wyśmiałoby to stwierdzenie, napominając coś o bezzasadności bezstresowego wychowania, ale tutaj to ja bym się popukała w głowę, bowiem czy tylko przemoc=stres? Po takiej wypowiedzi od razu widać, że Ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o tym, na czym polega wychowanie bezstresowe, tylko rzucają nieznanymi terminami na prawo i lewo.
Karanie dostarcza stresu i nie musi to być bicie.
Jedna z definicji kary to:
„Działanie, które zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia danego zachowania”.
Ot, tyle.
Nie ma słowa o tym, że ma boleć, a więc nie musi.
Wszystko, co do tej pory pisałam tyczy się nie tylko ludzi, ale również psów. Wiadomo, że psy na szkoleniach pozytywnych pracują chętniej niż na tych metodami tradycyjnymi.
Po tych drugich wielu właścicieli, żeby wymusić posłuszeństwo na swoim psie musi mu pokazać smycz (którą pies wielokrotnie dostał), albo kolczatkę (którą wielokrotnie był szarpany). To chore. To jest zastraszanie. Znęcanie się psychiczne nad bezbronnym zwierzęciem, które przy odrobinie Waszych chęci stanie się takim towarzyszem, że zaczniecie opowiadać wokoło (tak jak ja;)), że metody pozytywne są o wiele skuteczniejsze i nigdy nie przypuszczaliście, że tak można pracować z psem. Spróbowanie niczego nie zepsuje, a efekt na pewno zaskoczy.
Widziałam to na własne oczy i z chęcią przytoczę przykład. Pies na kolczatce, bo ciągnie, owczarek niemiecki. Na spacerze ze mną i swoim właścicielem kolczatki oczywiście nie miał. Zwykle szarpał się idąc ulicą, bo tak go interesowały psy za siatkami, a my przeszliśmy z nim bez najmniejszych problemów, nie przejmując się samochodami, psami, rowerzystami.
To nie efekt magicznej różdżki, tylko kilka (3) dni pracy przedtem – nauczyć psa skupienia uwagi na przewodniku. Cała magia, a potwierdza, że można i trzeba szkolić mózgiem.
Oprócz tego uderzenie, czy szarpnięcie psa zwykle tylko na chwilę przerywa niepożądane zachowanie, bo pies się skupia na nieprzyjemnych doznaniach. To może dawać wrażenie skuteczności, które jednak jest złudne.
Karanie psa poprzez stosowanie P+ ma jeszcze tę wadę, że pies wysyła do nas sygnały uspokajające. Oprócz tego, że świadczy to stresie zwierzaka, to jeszcze bardzo przeszkadza, kiedy chcemy wyegzekwować jakieś ważne polecenie np. „do mnie”. Pies, doskonale wiedzący, co oznacza nasz zły ton głosu zwolni, żeby nas uspokoić. Boi się kary, to oczywiste. Ostatnio do nas wrócił i dostał po uszach.
Co robi sfrustrowany właściciel? Np. straszy go kolcami, czy innymi gadżetami, żeby doczekać się wykonania polecenia, tudzież pokazać „nieposłusznemu” psu kto tu tak naprawdę rządzi (wracamy do teorii dominacji)..
W takich sytuacjach nie można mówić o jakiejkolwiek relacji między psem a człowiekiem. Pies to tylko zestresowany robot wykonujący polecenia. Oczywiście, szkoląc w ten sposób można osiągnąć doskonałe rezultaty, ale wysokim kosztem dla psa i ogromną stratą dla siebie – i mam tu na myśli nie tylko brak tej cudownej więzi, ale np. czas. Każdy uczy się szybciej, kiedy chce się uczyć, a nauka przynosi mu radość.
Uczymy psa, jak być człowiekiem, zapominając przy tym, że sami powinniśmy nauczyć się być trochę psem.
Tak więc raz na zawsze wyrzucamy z naszego repertuaru karania P+. Od dziś koniec z krzykami (zagryzamy zęby), koniec z biciem (bo agresja rodzi agresję), koniec z unieszczęśliwianiem psa (i siebie).
Karanie za pomocą P+ obarczone jest dodatkowo pewnymi punktami ryzyka o których napiszę w oddzielnej notce w późniejszym terminie.
Ale mam nadzieję, że przekonałam;)
Dla niedowiarków w następnej notce opiszę jak skutecznie karać psa.
Uczymy się unikając jej i w końcu staje się to celem samym w sobie. Dobrze wiemy, czego nie robić, ale ponieważ nie byliśmy nagradzani za naszą inicjatywę, nie podejmujemy jej, bo jeszcze się okaże, że to, co byśmy zrobili zalicza się do zachowań niepożądanych.
Nie robimy więc nic niebezpiecznego, często pozbawiając się zdobycia wielu ciekawych doświadczeń i przeżyć. Idziemy z prądem, byle do jutra, a jutro to już jakoś będzie. Skrycie marzymy o aktorstwie, malarstwie, pisarstwie, psychologii, nauczeniu się gry w tenisa czy kursie nurkowania, ale i te marzenia pozostają często niespełnione w obawie przed naganą, czy głupimi pytaniami w stylu: „Ale po co Ci to?” i wypowiedziami: „Zajmij się lepiej czymś pożytecznym”.
Nierzadko wyrzucamy sobie brak wiary w siebie i niemożność dążenia do obranych celów, twierdzimy, że się nie uda, że to bez sensu..
Dla wielu z nas to wszystko brzmi znajomo, prawda?
Taka postawa w sporej mierze wyrasta właśnie ze stosowania kar a zapominaniu o motywacji. Mówią nam co jest źle, rzadziej co dobrze – uczą nas bezpiecznego życia bez zbędnych doznań i stresów. Nie bądźmy tacy sami.
Nie mniej – karać trzeba, bo dzięki temu jednostka wyciąga wnioski ze swojego postępowania, uczy się jakiejś odpowiedzialność i wielu innych ważnych rzeczy, które nie są tematem moich rozważań.
Tak jak pisałam poprzednio karać można na dwa sposoby. Nauka karę określa mianem „wygaszenia”, które może być pozytywne lub negatywne. Tłumaczenie to jest trochę nieszczęśliwe, ponieważ nie ma to nic wspólnego z oceną charakteru kary, więc pojawiają się również zamienne określenia: dodatnia lub ujemna.
Wygaszenie dodatnie (P+) to dostarczanie czegoś nieprzyjemnego karanemu, a ujemne (P-): odbieranie czegoś przyjemnego.
Większość z nas karze w ten pierwszy sposób: krzyczymy, ubliżamy, wypisujemy nagany, uwagi, niekiedy bijemy, mścimy się po czasie i wiele innych..
Drugi sposób to np. szlaban na komputer, czy zakaz wyjścia z domu na imprezę czy odebranie premii..
Pierwszy sposób jest łatwiejszy, drugi wymaga myślenia, bo musimy wiedzieć, co trzeba odebrać karanemu, żeby kara była skuteczna.
Jak więc karać?
Żelazna zasada: nie stosujemy przemocy. Wielu ludzi pewnie wyśmiałoby to stwierdzenie, napominając coś o bezzasadności bezstresowego wychowania, ale tutaj to ja bym się popukała w głowę, bowiem czy tylko przemoc=stres? Po takiej wypowiedzi od razu widać, że Ci ludzie nie mają zielonego pojęcia o tym, na czym polega wychowanie bezstresowe, tylko rzucają nieznanymi terminami na prawo i lewo.
Karanie dostarcza stresu i nie musi to być bicie.
Jedna z definicji kary to:
„Działanie, które zmniejsza prawdopodobieństwo wystąpienia danego zachowania”.
Ot, tyle.
Nie ma słowa o tym, że ma boleć, a więc nie musi.
Wszystko, co do tej pory pisałam tyczy się nie tylko ludzi, ale również psów. Wiadomo, że psy na szkoleniach pozytywnych pracują chętniej niż na tych metodami tradycyjnymi.
Po tych drugich wielu właścicieli, żeby wymusić posłuszeństwo na swoim psie musi mu pokazać smycz (którą pies wielokrotnie dostał), albo kolczatkę (którą wielokrotnie był szarpany). To chore. To jest zastraszanie. Znęcanie się psychiczne nad bezbronnym zwierzęciem, które przy odrobinie Waszych chęci stanie się takim towarzyszem, że zaczniecie opowiadać wokoło (tak jak ja;)), że metody pozytywne są o wiele skuteczniejsze i nigdy nie przypuszczaliście, że tak można pracować z psem. Spróbowanie niczego nie zepsuje, a efekt na pewno zaskoczy.
Widziałam to na własne oczy i z chęcią przytoczę przykład. Pies na kolczatce, bo ciągnie, owczarek niemiecki. Na spacerze ze mną i swoim właścicielem kolczatki oczywiście nie miał. Zwykle szarpał się idąc ulicą, bo tak go interesowały psy za siatkami, a my przeszliśmy z nim bez najmniejszych problemów, nie przejmując się samochodami, psami, rowerzystami.
To nie efekt magicznej różdżki, tylko kilka (3) dni pracy przedtem – nauczyć psa skupienia uwagi na przewodniku. Cała magia, a potwierdza, że można i trzeba szkolić mózgiem.
Oprócz tego uderzenie, czy szarpnięcie psa zwykle tylko na chwilę przerywa niepożądane zachowanie, bo pies się skupia na nieprzyjemnych doznaniach. To może dawać wrażenie skuteczności, które jednak jest złudne.
Karanie psa poprzez stosowanie P+ ma jeszcze tę wadę, że pies wysyła do nas sygnały uspokajające. Oprócz tego, że świadczy to stresie zwierzaka, to jeszcze bardzo przeszkadza, kiedy chcemy wyegzekwować jakieś ważne polecenie np. „do mnie”. Pies, doskonale wiedzący, co oznacza nasz zły ton głosu zwolni, żeby nas uspokoić. Boi się kary, to oczywiste. Ostatnio do nas wrócił i dostał po uszach.
Co robi sfrustrowany właściciel? Np. straszy go kolcami, czy innymi gadżetami, żeby doczekać się wykonania polecenia, tudzież pokazać „nieposłusznemu” psu kto tu tak naprawdę rządzi (wracamy do teorii dominacji)..
W takich sytuacjach nie można mówić o jakiejkolwiek relacji między psem a człowiekiem. Pies to tylko zestresowany robot wykonujący polecenia. Oczywiście, szkoląc w ten sposób można osiągnąć doskonałe rezultaty, ale wysokim kosztem dla psa i ogromną stratą dla siebie – i mam tu na myśli nie tylko brak tej cudownej więzi, ale np. czas. Każdy uczy się szybciej, kiedy chce się uczyć, a nauka przynosi mu radość.
Uczymy psa, jak być człowiekiem, zapominając przy tym, że sami powinniśmy nauczyć się być trochę psem.
Tak więc raz na zawsze wyrzucamy z naszego repertuaru karania P+. Od dziś koniec z krzykami (zagryzamy zęby), koniec z biciem (bo agresja rodzi agresję), koniec z unieszczęśliwianiem psa (i siebie).
Karanie za pomocą P+ obarczone jest dodatkowo pewnymi punktami ryzyka o których napiszę w oddzielnej notce w późniejszym terminie.
Ale mam nadzieję, że przekonałam;)
Dla niedowiarków w następnej notce opiszę jak skutecznie karać psa.
18.09.2010 o godz. 22:53
komentuj (0)


