Znalezione zdjęcia dla pamela:
Brak.
Znalezione filmy dla pamela:
Brak.
Dzisiaj zabrałam się za czytanie kolejnej książki, która zaledwie wczoraj dołączyła do mojego skromnego zbiorku (czas wywalić wszystko z kolejnej półki). Zanim jednak pójdę ją czytać, szybko zapoznam Was z pierwszymi czterema mitami na temat szkolenia pozytywnego, które wynikają albo z niezrozumienia tego, co mówi szkoleniowiec, albo ze zwykłej nieuwagi.
Artykuł opieram na książce Pameli Dennison: „Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów”.
Mit I: „Szkolenie metodą klikerową jest ostatnim >>krzykiem mody<<”.
Ci z Was, którzy uważnie czytali (i o ile w ogóle czytali) moje poprzednie notki dobrze wiedzą, że szkolenie metodami pozytywnymi oparte jest na warunkowaniu instrumentalnym i klasycznym i w związku z tym na powszechnych i uniwersalnych prawach uczenia się. Wielu badaczy potwierdziło badaniami skuteczność stosowania pozytywnych wzmocnień oraz wygaszeń negatywnych. Nie jest to nowość, ale wiedza licząca dziesiątki lat.
Ja osobiście na słowo „modne” wzdrygałam się z niesmakiem, bo słowo to kojarzyło mi się z czymś pustym i powierzchownym. Nauczyłam się jednak, że nawet z papki dla mas można odsiać dla siebie coś dobrego i z powodzeniem to wykorzystać. Może takie podejście przekona tych bardziej sceptycznych?
Prawdę powiedziawszy nie należy się bać nowości. Pomyślcie np. jakie niesamowite teorie mają nasze babcie, a my dziś wiemy już, że nie były one prawdziwe.. Babcie też używały wody z mydłem do czyszczenia zabrudzeń na kuchenkach, czy dziś byłoby to uznane za praktyczne? Nie – dziś w domach królują środki pozwalające zaoszczędzić czas i energię.
Tak samo jest ze szkoleniem. Można iść dłuższą drogą, a można krótszą. To, co trzeba zrobić na pewno, to sprawdzić!
Sporo ludzi zniechęca się, kiedy nie widzi postępów u swojego psa, ale najczęściej wynika to z nieprawidłowego stosowania klilkera, np. klikaniu za późno czy z niezrozumienia do czego on służy.
Dla porównania - stosowanie kar w szkoleniu tradycyjnym jest jednak dużo trudniejsze.
Mit II: „Zasady szkolenia pozytywnego są zbyt trudne, aby je zrozumieć i przyswoić”.
Trudne? Wystarczy zapamiętać to, jak uczą się zwierzęta, nauczyć się klikać we właściwym momencie, co jest kwestią wprawy, oraz nagradzać tylko to, o nam się podoba.
Najtrudniejszą kwestią jest chyba właśnie ignorowanie. Czasami ciężko jest ignorować zachowanie psa, ale istnieje jeszcze 8 innych sposobów na to, żeby je zmienić lub ograniczyć, o czym nie omieszkam napisać w niedalekiej przyszłości.
Mit III: „Nauczanie przy użyciu wzmocnienia pozytywnego trwa zbyt długo”.
Rzeczywistość brutalnie sprowadza ten mit na ziemię. Psy uczą się błyskawicznie. Być może w błąd wprowadza fakt, że szkoleniowiec pozytywny daje psu czas 5-10 sekund na zastanowienie się, co ma zrobić. Jeśli pies stoi bezradnie nie wiedząc, o co chodzi, trener zwyczajnie przypomina psu naprowadzając go lub wracając do poprzedniego etapu zadania. Takie postępowanie wynika ze zrozumienia, że zwierzak najwidoczniej nie opanował danego ćwiczenia w dostatecznym stopniu, pozwalającym na zwiększenie mu wymagań (szybszej reakcji, nie zrywania komendy, rozproszeń itp.).
Szkoleniowiec tradycyjny ukarałby w tym momencie psa stosując korektę, czyli np. szarpiąc go kolcami. Pies nie otrzymuje tutaj żadnej podpowiedzi, za punktu widzenia nauczania - nie ma to więc sensu.
Mit IV: „Podczas szkolenia nigdy nie powinno się dawać psu możliwości wyboru”.
Ten mit związany jest ze sławną teorią dominacji, szerzoną przez szkoleniowców tradycyjnych w celu wytłumaczenia i usprawiedliwienia stosowanych metod. Takie myślenie ma chyba przekonać, że mamy nad psem całkowitą kontrolę. Jest to oczywiście nieprawda, bo nawet jeśli tego nie chcemy, to pies, niezależnie od szkoły i tak ma możliwość wyboru.
Psy popełniają i będą popełniać błędy – nie da się tego uniknąć, bijąc psa, a więc jest to czynność, z punktu widzenia uczenia, niepraktyczna.
Na dziś koniec,
A ja wracam do czytania:)
Artykuł opieram na książce Pameli Dennison: „Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów”.
Mit I: „Szkolenie metodą klikerową jest ostatnim >>krzykiem mody<<”.
Ci z Was, którzy uważnie czytali (i o ile w ogóle czytali) moje poprzednie notki dobrze wiedzą, że szkolenie metodami pozytywnymi oparte jest na warunkowaniu instrumentalnym i klasycznym i w związku z tym na powszechnych i uniwersalnych prawach uczenia się. Wielu badaczy potwierdziło badaniami skuteczność stosowania pozytywnych wzmocnień oraz wygaszeń negatywnych. Nie jest to nowość, ale wiedza licząca dziesiątki lat.
Ja osobiście na słowo „modne” wzdrygałam się z niesmakiem, bo słowo to kojarzyło mi się z czymś pustym i powierzchownym. Nauczyłam się jednak, że nawet z papki dla mas można odsiać dla siebie coś dobrego i z powodzeniem to wykorzystać. Może takie podejście przekona tych bardziej sceptycznych?
Prawdę powiedziawszy nie należy się bać nowości. Pomyślcie np. jakie niesamowite teorie mają nasze babcie, a my dziś wiemy już, że nie były one prawdziwe.. Babcie też używały wody z mydłem do czyszczenia zabrudzeń na kuchenkach, czy dziś byłoby to uznane za praktyczne? Nie – dziś w domach królują środki pozwalające zaoszczędzić czas i energię.
Tak samo jest ze szkoleniem. Można iść dłuższą drogą, a można krótszą. To, co trzeba zrobić na pewno, to sprawdzić!
Sporo ludzi zniechęca się, kiedy nie widzi postępów u swojego psa, ale najczęściej wynika to z nieprawidłowego stosowania klilkera, np. klikaniu za późno czy z niezrozumienia do czego on służy.
Dla porównania - stosowanie kar w szkoleniu tradycyjnym jest jednak dużo trudniejsze.
Mit II: „Zasady szkolenia pozytywnego są zbyt trudne, aby je zrozumieć i przyswoić”.
Trudne? Wystarczy zapamiętać to, jak uczą się zwierzęta, nauczyć się klikać we właściwym momencie, co jest kwestią wprawy, oraz nagradzać tylko to, o nam się podoba.
Najtrudniejszą kwestią jest chyba właśnie ignorowanie. Czasami ciężko jest ignorować zachowanie psa, ale istnieje jeszcze 8 innych sposobów na to, żeby je zmienić lub ograniczyć, o czym nie omieszkam napisać w niedalekiej przyszłości.
Mit III: „Nauczanie przy użyciu wzmocnienia pozytywnego trwa zbyt długo”.
Rzeczywistość brutalnie sprowadza ten mit na ziemię. Psy uczą się błyskawicznie. Być może w błąd wprowadza fakt, że szkoleniowiec pozytywny daje psu czas 5-10 sekund na zastanowienie się, co ma zrobić. Jeśli pies stoi bezradnie nie wiedząc, o co chodzi, trener zwyczajnie przypomina psu naprowadzając go lub wracając do poprzedniego etapu zadania. Takie postępowanie wynika ze zrozumienia, że zwierzak najwidoczniej nie opanował danego ćwiczenia w dostatecznym stopniu, pozwalającym na zwiększenie mu wymagań (szybszej reakcji, nie zrywania komendy, rozproszeń itp.).
Szkoleniowiec tradycyjny ukarałby w tym momencie psa stosując korektę, czyli np. szarpiąc go kolcami. Pies nie otrzymuje tutaj żadnej podpowiedzi, za punktu widzenia nauczania - nie ma to więc sensu.
Mit IV: „Podczas szkolenia nigdy nie powinno się dawać psu możliwości wyboru”.
Ten mit związany jest ze sławną teorią dominacji, szerzoną przez szkoleniowców tradycyjnych w celu wytłumaczenia i usprawiedliwienia stosowanych metod. Takie myślenie ma chyba przekonać, że mamy nad psem całkowitą kontrolę. Jest to oczywiście nieprawda, bo nawet jeśli tego nie chcemy, to pies, niezależnie od szkoły i tak ma możliwość wyboru.
Psy popełniają i będą popełniać błędy – nie da się tego uniknąć, bijąc psa, a więc jest to czynność, z punktu widzenia uczenia, niepraktyczna.
Na dziś koniec,
A ja wracam do czytania:)
25.09.2010 o godz. 21:26
komentuj (0)
Artykuły, które pisałam do tej pory były czymś w rodzaju wstępu. Chciałam przytoczyć pewne kwestie o których wypowiedział się świat nauki i teraz opowiedzieć Wam o szkoleniu metodami pozytywnymi, ponieważ do tej pory przewijało się tylko trochę ogólników.
Zobaczycie, że to wszystko pięknie się łączy i mam nadzieję, że wielu z Was już dziś zmieni swój stosunek do psa. Swój wywód opieram w dużej mierze na świetnej książce, która powinna być jednym z absolutnych niezbędników w domu każdego Profesjonalnego Właściciela Psa, a mianowicie: "Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów" autorstwa Pameli Dennison. Gorąco polecam, ponieważ w prosty i przystępny sposób objaśnia zasady szkolenia i wszystko uzasadnia, nie pozostawiając żadnych niedomówień.
I to jest właśnie ważne. Nauka. Wiele osób myśli, że szkolenie pozytywne to po prostu moda albo wymysł organizacji pro zwierzęcych i tak naprawdę nie jest tak skuteczne jak to stosowane dawniej. Jest to oczywiście mit. Pamiętacie na pewno jak pisałam o tym na jakiej zasadzie uczą się zwierzęta (wzmocnienia i wygaszenia), a to przecież nic nowego. Prawa te znane są od dawna i funkcjonują 24/7.
Szkolenie pozytywne opiera się na kilku prostych zasadach. Podejrzewam, że ta prostota może wyglądać podejrzanie, a na początku może być nawet nudno, ale kiedy wejdą Wam w nawyk te wszystkie czynności i staną się automatyczne to zamiast zastanawiać się nad techniką zaczniecie prawdziwą przygodę ze szkoleniem.
Najważniejszą zasadą jest: nagradzamy zachowania pożądane. Tutaj krótko i zwięźle, ponieważ jak wiecie z poprzednich notek zachowanie nagradzane się powtarza.
Za to szkolenie metodami pozytywnymi całkowicie odrzuca stosowanie P+ (dla zapominalskich: wygaszenia pozytywnego, czyli typowej kary opartej na przemocy lub strachu), nie tylko dlatego, że jest to sprzeczne z kodeksem moralnym ludzi kochających zwierzęta, ale przede wszystkim dlatego, że nie przynosi korzyści (bądź przynosi je wolno), za to na pewno i zawsze jest w stanie wiele zepsuć. Problemy, które rozwiązuje się w ten sposób często się mnożą i żaden profesjonalny szkoleniowiec, w którego interesie leży dobro klienta i jego psa nie będzie tego zalecał. Stosowanie P+ niesie za sobą ogromne ryzyko, ale szerzej opiszę to w odrębnej notce – o skutkach ubocznych karania.
Co więcej, w szkoleniu pozytywnym niepożądane zachowania się ignoruje - czyli nie nagradza. To jest właśnie karą dla psa - odebranie czegoś przyjemnego (wygaszenie negatywne - P-). Uwierzcie mi - psom bardzo zależy na tym, żeby otrzymać nagrodę i bardzo szybko łapią, że coś robią nie tak. Odpowiednio zmotywowane, psy pracują chętnie i uczą się zaskakująco szybko - to niesamowite obserwować zwierzaka, który dwoi się i troi, żeby wykombinować co musi uczynić. To kolejny logiczny argument na to, że warto spróbować tych metod.
Znam psa, który prowadzony tradycyjnie nie potrafi wykonać podstawowych komend nigdzie poza swoim ogródkiem (nikt też właścicielce nie tłumaczył, że należy je ćwiczyć w różnych miejscach), a jego szkolenie trwa już 1,5 roku. To bardzo długo. Na pewno w różnych szkołach czas ten może być inny, np. krótszy. Ja wiem, że przeciętnie wystarcza 3 miesiące ćwiczeń z psem po 15 minut dziennie plus/w tym na spacerach (gdzie i tak spędzamy z psem czas i tak) i pies może w świetnym stopniu, jeśli nie doskonałym opanować kilka umiejętności pozwalających stać się niekłopotliwym towarzyszem życia.
Żeby to lepiej zrozumieć, opiszę na prostym przykładzie.
Piesek, który się bawi z Wami zaczyna tracić kontrolę nad swoimi emocjami i podgryza Was ząbkami.
Co robimy?
Po pierwsze natychmiast przerywamy zabawę (odbieramy psu, to co jest dla niego przyjemne), zabieramy ręce (od wyjątkowych gryzaczy trzeba nawet odejść, albo odizolować w pokoju na 2 minuty) i czekamy aż psiak się uspokoi. Kiedy to uczyni, do zabawy wracamy - czyli nagradzamy go za zachowanie pożądane. Piesek w końcu pojmie, że jeśli chce się bawić, musi zachowywać się spokojnie a już na pewno nie może dotykać zębami naszych dłoni.
Tak mniej więcej wygląda schemat wychowania psa. W szkoleniu pozytywnym również wyznaczamy granice i również dbamy o to, żeby były przestrzegane. Wszystko co robimy, robimy na naszych zasadach. Tylko od naszej konsekwencji zależy to, czy odniesiemy sukces.
Kolejną ważną rzeczą jest dopasowanie swoich oczekiwań do możliwości psa. Musimy być rozsądni - nie możemy wymagać od zwierzaka czegoś, czego jeszcze nie umie albo nie potrafi zrozumieć. W tym celu dzielimy zachowania na kilka mniejszych etapów.
Jeśli chcemy nauczyć psa przynoszenia aportu to przykładowo najpierw nagradzamy psa za spojrzenie, potem za podejście, dotknięcie nosem, otwarcie szczęk, wzięcie do pyska, podniesienie, przenoszenie na coraz większe odległości, aż w końcu podanie prosto do rąk. W ten sposób zwierzak jest w stanie bardzo szybko załapać o co nam chodzi. Pamiętajcie: im wolniej, tym szybciej!
Najwięcej problemów szkoleniowych przysparza właśnie to, że wymagamy od psa za dużo i za szybko. Jeśli pies kilka razy wykonał na sygnał jakąś komendę to nie oznacza, że już się jej nauczył. Potrzeba kilkaset powtórek danego ćwiczenia w różnych warunkach, żeby zwierzakowi dokładnie się utrwaliło co i jak.
Warto się nad tym zastanowić za każdym razem, kiedy coś nie wychodzi i pomyśleć jak jeszcze można ułatwić zadanie naszemu zwierzakowi. Jesteśmy bardzo inteligentnym gatunkiem, korzystajmy z tego.
I tutaj zgrabnie przechodzimy do kolejnej istotnej kwestii. Kluczem do szkolenia jest myślenie. Musimy się postarać, żeby nasz pies pracował i mu się to opłacało (zwykle wystarczą smakołyki) i zaplanować sesję tak, żeby zawsze kończyła się dla psa sukcesem. Bardzo to wpływa na motywację zwierzęcia i dzięki temu uczy się jeszcze szybciej.
Podsumowując:
- zachowania pożądane nagradzamy
- zachowania niepożądane ignorujemy
- naukę dzielimy na małe etapy, zawsze zapewniając psu sukces
- poziom trudności dopasowujemy do możliwości psa
Ideą szkolenia pozytywnego oprócz motywowania nagradzaniem, jest podejście do pracy z psem jako do współpracy. Człowiek wychodzi niejako naprzeciw potrzebom zwierzęcia, stara się je zrozumieć i występuje w roli cierpliwego i wyrozumiałego przewodnika, pomagającego naprawić popełnione błędy. Bardzo duży nacisk kładzie się tutaj na dobrą relację z psem – pies nie jest meblem ani robotem mechanicznie wykonującym komendy, ale towarzyszem, który chce to robić, bo przynosi mu to radość. Obie strony coś od siebie dają i obie są zadowolone.
Największym ryzykiem, jakie niesie za sobą stosowanie metod pozytywnego szkolenia, jest niechybne zakochanie się w swoim zwierzaku i dołączenie do milionów ludzi na świecie opanowanych tą epidemią innego, pozytywnego postrzegania rzeczywistości - do grona Przyjaciół Psów.
Jeśli do tej pory Wasze psy sprawiały Wam przyjemność, to można się tylko spodziewać jaką radość sprawi Wam odkrycie w swoim pupilu nie tylko psa, ale i Przyjaciela.
W kolejnych notkach można się spodziewać:
- mitów na temat metod pozytywnych
- wyjaśnieniu czym jest i jak korzystać z klikera
- jak motywować swojego psa
Zobaczycie, że to wszystko pięknie się łączy i mam nadzieję, że wielu z Was już dziś zmieni swój stosunek do psa. Swój wywód opieram w dużej mierze na świetnej książce, która powinna być jednym z absolutnych niezbędników w domu każdego Profesjonalnego Właściciela Psa, a mianowicie: "Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów" autorstwa Pameli Dennison. Gorąco polecam, ponieważ w prosty i przystępny sposób objaśnia zasady szkolenia i wszystko uzasadnia, nie pozostawiając żadnych niedomówień.
I to jest właśnie ważne. Nauka. Wiele osób myśli, że szkolenie pozytywne to po prostu moda albo wymysł organizacji pro zwierzęcych i tak naprawdę nie jest tak skuteczne jak to stosowane dawniej. Jest to oczywiście mit. Pamiętacie na pewno jak pisałam o tym na jakiej zasadzie uczą się zwierzęta (wzmocnienia i wygaszenia), a to przecież nic nowego. Prawa te znane są od dawna i funkcjonują 24/7.
Szkolenie pozytywne opiera się na kilku prostych zasadach. Podejrzewam, że ta prostota może wyglądać podejrzanie, a na początku może być nawet nudno, ale kiedy wejdą Wam w nawyk te wszystkie czynności i staną się automatyczne to zamiast zastanawiać się nad techniką zaczniecie prawdziwą przygodę ze szkoleniem.
Najważniejszą zasadą jest: nagradzamy zachowania pożądane. Tutaj krótko i zwięźle, ponieważ jak wiecie z poprzednich notek zachowanie nagradzane się powtarza.
Za to szkolenie metodami pozytywnymi całkowicie odrzuca stosowanie P+ (dla zapominalskich: wygaszenia pozytywnego, czyli typowej kary opartej na przemocy lub strachu), nie tylko dlatego, że jest to sprzeczne z kodeksem moralnym ludzi kochających zwierzęta, ale przede wszystkim dlatego, że nie przynosi korzyści (bądź przynosi je wolno), za to na pewno i zawsze jest w stanie wiele zepsuć. Problemy, które rozwiązuje się w ten sposób często się mnożą i żaden profesjonalny szkoleniowiec, w którego interesie leży dobro klienta i jego psa nie będzie tego zalecał. Stosowanie P+ niesie za sobą ogromne ryzyko, ale szerzej opiszę to w odrębnej notce – o skutkach ubocznych karania.
Co więcej, w szkoleniu pozytywnym niepożądane zachowania się ignoruje - czyli nie nagradza. To jest właśnie karą dla psa - odebranie czegoś przyjemnego (wygaszenie negatywne - P-). Uwierzcie mi - psom bardzo zależy na tym, żeby otrzymać nagrodę i bardzo szybko łapią, że coś robią nie tak. Odpowiednio zmotywowane, psy pracują chętnie i uczą się zaskakująco szybko - to niesamowite obserwować zwierzaka, który dwoi się i troi, żeby wykombinować co musi uczynić. To kolejny logiczny argument na to, że warto spróbować tych metod.
Znam psa, który prowadzony tradycyjnie nie potrafi wykonać podstawowych komend nigdzie poza swoim ogródkiem (nikt też właścicielce nie tłumaczył, że należy je ćwiczyć w różnych miejscach), a jego szkolenie trwa już 1,5 roku. To bardzo długo. Na pewno w różnych szkołach czas ten może być inny, np. krótszy. Ja wiem, że przeciętnie wystarcza 3 miesiące ćwiczeń z psem po 15 minut dziennie plus/w tym na spacerach (gdzie i tak spędzamy z psem czas i tak) i pies może w świetnym stopniu, jeśli nie doskonałym opanować kilka umiejętności pozwalających stać się niekłopotliwym towarzyszem życia.
Żeby to lepiej zrozumieć, opiszę na prostym przykładzie.
Piesek, który się bawi z Wami zaczyna tracić kontrolę nad swoimi emocjami i podgryza Was ząbkami.
Co robimy?
Po pierwsze natychmiast przerywamy zabawę (odbieramy psu, to co jest dla niego przyjemne), zabieramy ręce (od wyjątkowych gryzaczy trzeba nawet odejść, albo odizolować w pokoju na 2 minuty) i czekamy aż psiak się uspokoi. Kiedy to uczyni, do zabawy wracamy - czyli nagradzamy go za zachowanie pożądane. Piesek w końcu pojmie, że jeśli chce się bawić, musi zachowywać się spokojnie a już na pewno nie może dotykać zębami naszych dłoni.
Tak mniej więcej wygląda schemat wychowania psa. W szkoleniu pozytywnym również wyznaczamy granice i również dbamy o to, żeby były przestrzegane. Wszystko co robimy, robimy na naszych zasadach. Tylko od naszej konsekwencji zależy to, czy odniesiemy sukces.
Kolejną ważną rzeczą jest dopasowanie swoich oczekiwań do możliwości psa. Musimy być rozsądni - nie możemy wymagać od zwierzaka czegoś, czego jeszcze nie umie albo nie potrafi zrozumieć. W tym celu dzielimy zachowania na kilka mniejszych etapów.
Jeśli chcemy nauczyć psa przynoszenia aportu to przykładowo najpierw nagradzamy psa za spojrzenie, potem za podejście, dotknięcie nosem, otwarcie szczęk, wzięcie do pyska, podniesienie, przenoszenie na coraz większe odległości, aż w końcu podanie prosto do rąk. W ten sposób zwierzak jest w stanie bardzo szybko załapać o co nam chodzi. Pamiętajcie: im wolniej, tym szybciej!
Najwięcej problemów szkoleniowych przysparza właśnie to, że wymagamy od psa za dużo i za szybko. Jeśli pies kilka razy wykonał na sygnał jakąś komendę to nie oznacza, że już się jej nauczył. Potrzeba kilkaset powtórek danego ćwiczenia w różnych warunkach, żeby zwierzakowi dokładnie się utrwaliło co i jak.
Warto się nad tym zastanowić za każdym razem, kiedy coś nie wychodzi i pomyśleć jak jeszcze można ułatwić zadanie naszemu zwierzakowi. Jesteśmy bardzo inteligentnym gatunkiem, korzystajmy z tego.
I tutaj zgrabnie przechodzimy do kolejnej istotnej kwestii. Kluczem do szkolenia jest myślenie. Musimy się postarać, żeby nasz pies pracował i mu się to opłacało (zwykle wystarczą smakołyki) i zaplanować sesję tak, żeby zawsze kończyła się dla psa sukcesem. Bardzo to wpływa na motywację zwierzęcia i dzięki temu uczy się jeszcze szybciej.
Podsumowując:
- zachowania pożądane nagradzamy
- zachowania niepożądane ignorujemy
- naukę dzielimy na małe etapy, zawsze zapewniając psu sukces
- poziom trudności dopasowujemy do możliwości psa
Ideą szkolenia pozytywnego oprócz motywowania nagradzaniem, jest podejście do pracy z psem jako do współpracy. Człowiek wychodzi niejako naprzeciw potrzebom zwierzęcia, stara się je zrozumieć i występuje w roli cierpliwego i wyrozumiałego przewodnika, pomagającego naprawić popełnione błędy. Bardzo duży nacisk kładzie się tutaj na dobrą relację z psem – pies nie jest meblem ani robotem mechanicznie wykonującym komendy, ale towarzyszem, który chce to robić, bo przynosi mu to radość. Obie strony coś od siebie dają i obie są zadowolone.
Największym ryzykiem, jakie niesie za sobą stosowanie metod pozytywnego szkolenia, jest niechybne zakochanie się w swoim zwierzaku i dołączenie do milionów ludzi na świecie opanowanych tą epidemią innego, pozytywnego postrzegania rzeczywistości - do grona Przyjaciół Psów.
Jeśli do tej pory Wasze psy sprawiały Wam przyjemność, to można się tylko spodziewać jaką radość sprawi Wam odkrycie w swoim pupilu nie tylko psa, ale i Przyjaciela.
W kolejnych notkach można się spodziewać:
- mitów na temat metod pozytywnych
- wyjaśnieniu czym jest i jak korzystać z klikera
- jak motywować swojego psa


