Znalezione zdjęcia dla psów:
Brak.
Znalezione filmy dla psów:
Brak.
Uniwersytet w Kolumbii Brytyjskiej przeprowadził badania, dzięki którym jesteśmy w stanie przewidzieć zachowanie danego psa biorąc pod uwagę jego rasę. W badaniu tym 98 specjalistów zajmujących się psami oceniało ich zachowanie przy użyciu 22 cech. Po analizie statystycznej wyróżniono 5 wymiarów zachowania, których nasilenie różni się między poszczególnymi grupami ras.
Wymiary te to:
- inteligencja i zdolność uczenia się
- dominacja i terytorializm
- towarzyskość
- reaktywność emocjonalna
- poziom energii
Inteligencja i zdolność uczenia się są rozumiane jako łatwość w rozwiązywaniu problemów oraz podatność na szkolenie. Ludzie bardzo często chcą mieć inteligentnego psa, uważając to za coś pozytywnego. Niewłaściwe zrozumienie konsekwencji wiążących się z posiadaniem inteligentnego psa prowadzi często do niezadowolenia właściciela i/lub unieszczęśliwiania zwierzaka. Psy inteligentne potrzebują dużo stymulacji umysłowej, która polega na poznawaniu nowych miejsc, nowych osób, psów, rozwiązywaniu problemów, a więc umysłowych zabaw czy stawianiu wyzwań, jakim może być szkolenie metodą kształtowania. Psy inteligentne uczą się szybko, ale w połączeniu z wysoką reaktywnością emocjonalną mogą być naprawdę trudne w wychowaniu. Znudzone będą szukać sobie zajęć, które nie spodobają się właścicielowi. Inteligencja danej rasy jest też powodem stawiania przez ludzi nierealnych oczekiwań wobec psa, np. pojmowania ludzkich zasad, czy nauki zachowań w sposób przekraczający możliwości zwierzęcia. Co więcej, pies inteligentny szybciej będzie się też uczył tego, czego nie chcemy aby umiał.
Oczywiście fakt, że pies nie jest inteligentny nie oznacza, że jest to pies który nie ma możliwości zrozumienia tego, czego od niego oczekujemy. Przypominam, że nawet płazińce uczą się dzięki warunkowaniu, tylko, że wolniej niż by nauczył się tego np. królik. Z psami jest podobnie. Psy inteligentne potrzebują raczej doświadczonego opiekuna, albo przynajmniej takiego, który będzie chciał poświęcić czas na edukowanie się w zakresie opieki nad wymagającym zwierzęciem. A nie zawsze jest to proste.
Dominacja i terytorializm opisują pewność siebie psa oraz skłonność do pilnowania terenu uznanego za własny.
Użycie słowa dominacja nie jest najszczęśliwszym wyborem. Dalej często kojarzy się ono z pseudonaukową teorią dominacji zakładającą, że każdy pies chce zdominować swojego opiekuna, podczas gdy tak naprawdę pies dominujący nie istnieje. Obecnie słowem „dominacja” opisuje się skutek danej interakcji między psami, a nie cechę osobniczą. Oznacza to, że dany pies w jednej sytuacji może zdominować innego psa, a w drugiej podporządkować się mu. Dlatego lepiej używać określenia „pewność siebie”.
Zbyt duża pewność siebie psa i jego terytorializm mogą być problemowe dla właściciela, zwłaszcza, że wysokie nasilenie tych cech i niewłaściwe wychowanie mogą powodować agresję. Zbyt małe - lękliwość.
To dlatego właśnie początkującym psiarzom odradza się wprowadzanie do swojego domu psów do walk, obronnych, stróżujących czy w typie szpica, które w rankingu określone są jako psy wysoce pewne siebie oraz terytorialne.
Towarzyskość opisuje to jak chętnie psy przebywają w towarzystwie innych psów i ludzi. Znów może się wydawać, że towarzyski pies to szczyt marzeń każdej rodziny, a jednak nie zawsze tak jest. Warunkiem adoptowania towarzyskiego psa jest możliwość poświęcenia mu dużej ilości czasu, w przeciwnym razie unieszczęśliwimy naszego podopiecznego. Ludzie bardziej zapracowani powinni szukać psów o umiarkowanie niskim bądź niskim nasileniu tej cechy.
Reaktywność emocjonalna oznacza szybkość zmiany stanu emocjonalnego psa, czyli to jak szybko się pobudza i uspokaja. Psy o wysokim nasileniu tej cechy mogą być trudne do opanowania i dla niedoświadczonego przewodnika lub słabego obserwatora nieprzewidywalne. Plusem jest to, że równie szybko się uspokajają. Niską reaktywnością emocjonalną cechują się np. psy stróżujące. To dobrze, ponieważ potrzebują dużo czasu, żeby zareagować agresją, z drugiej strony – równie dużo, żeby się uspokoić.
Poziom energii psa to cecha wielowymiarowa. Psy o jej wysokim poziomie mogą np. ciągnąć na smyczy czy wyrywać smakołyki z ręki - generalnie są bardzo aktywne. Powinny się znaleźć w rękach osoby, która będzie potrafiła i miała cierpliwość uczyć ich kontrolowania własnego zachowania.
Oczywiście, opis cech niewiele Wam mówi o wyborze psa. Poniżej znajdziecie wykaz grup psów skategoryzowanych pod względem tych 5 wymiarów zachowania. Badacze opisali nasilenie cechy słowami „wysoka”, „umiarkowanie wysoka”, „umiarkowanie niska”, „niska”. Ze względu na cechy osobnicze, które mogą podwyższać lub obniżać nasilenie danej cechy, co można próbować przewidywać wykonując testy psychiczne na psie oraz pytając hodowcę, podam Wam tylko grupy skrajne.
Grupy psów, które przyjęli badacze to:
- Aportery, wyżły, setery, spaniele, wszechstronne psy myśliwskie (psy myśliwskie)
- Tropowce, charty (psy gończe)
- Psy stróżujące, obronne, pociągowe i w typie szpica (psy pracujące)
- Teriery myśliwskie, psy do walk (teriery)
- Psy zaganiające, psy pasące (psy pasterskie)
- Psy towarzyszące (miniaturowe psy do towarzystwa)
Inteligencja i zdolność uczenia się
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: psy pasące, aportery, psy zaganiające, psy obronne
B. Niskie: psy do walk, psy stróżujące, charty, tropowce
Pewność siebie i terytorializm
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: psy do walk, psy obronne, psy stróżujące, psy w typie szpica
B. Niskie: tropowce, charty, psy pociągowe, psy towarzyszące
Towarzyskość
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: setery, tropowce, aportery, spaniele
B. Psy zaganiające, obronne, psy do walk, charty
Reaktywność emocjonalna
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: wyżły, setery, wszechstronne psy myśliwskie, psy pasące
B. Niskie: psy towarzyszące, stróżujące, do walk, psy pociągowe
Poziom energii
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: wyżły, psy zaganiające, teriery myśliwskie, psy pasące
B. Niskie: psy stróżujące, charty, psy gończe, psy pociągowe
Jeśli wciąż nie jesteście pewni, czy dokonujecie dobrego wyboru zawsze możecie spytać o radę doświadczonego trenera lub behawiorystę. Pamiętajcie jednak, żeby uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy będę w stanie i jeśli tak, to na ile zmienić swoje życie, nawyki, mieszkanie, etc. dla psa? Bo jeśli coś ma unieszczęśliwić Was albo jego – wybierzcie innego, albo kupcie sobie kota. Tak będzie lepiej:)
Podaję Wam jeszcze link do ciekawego quizu znajdującego się na stronie PEDIGREE, który może być pomocny w dokonaniu wyboru psa.
Wymiary te to:
- inteligencja i zdolność uczenia się
- dominacja i terytorializm
- towarzyskość
- reaktywność emocjonalna
- poziom energii
Inteligencja i zdolność uczenia się są rozumiane jako łatwość w rozwiązywaniu problemów oraz podatność na szkolenie. Ludzie bardzo często chcą mieć inteligentnego psa, uważając to za coś pozytywnego. Niewłaściwe zrozumienie konsekwencji wiążących się z posiadaniem inteligentnego psa prowadzi często do niezadowolenia właściciela i/lub unieszczęśliwiania zwierzaka. Psy inteligentne potrzebują dużo stymulacji umysłowej, która polega na poznawaniu nowych miejsc, nowych osób, psów, rozwiązywaniu problemów, a więc umysłowych zabaw czy stawianiu wyzwań, jakim może być szkolenie metodą kształtowania. Psy inteligentne uczą się szybko, ale w połączeniu z wysoką reaktywnością emocjonalną mogą być naprawdę trudne w wychowaniu. Znudzone będą szukać sobie zajęć, które nie spodobają się właścicielowi. Inteligencja danej rasy jest też powodem stawiania przez ludzi nierealnych oczekiwań wobec psa, np. pojmowania ludzkich zasad, czy nauki zachowań w sposób przekraczający możliwości zwierzęcia. Co więcej, pies inteligentny szybciej będzie się też uczył tego, czego nie chcemy aby umiał.
Oczywiście fakt, że pies nie jest inteligentny nie oznacza, że jest to pies który nie ma możliwości zrozumienia tego, czego od niego oczekujemy. Przypominam, że nawet płazińce uczą się dzięki warunkowaniu, tylko, że wolniej niż by nauczył się tego np. królik. Z psami jest podobnie. Psy inteligentne potrzebują raczej doświadczonego opiekuna, albo przynajmniej takiego, który będzie chciał poświęcić czas na edukowanie się w zakresie opieki nad wymagającym zwierzęciem. A nie zawsze jest to proste.
Dominacja i terytorializm opisują pewność siebie psa oraz skłonność do pilnowania terenu uznanego za własny.
Użycie słowa dominacja nie jest najszczęśliwszym wyborem. Dalej często kojarzy się ono z pseudonaukową teorią dominacji zakładającą, że każdy pies chce zdominować swojego opiekuna, podczas gdy tak naprawdę pies dominujący nie istnieje. Obecnie słowem „dominacja” opisuje się skutek danej interakcji między psami, a nie cechę osobniczą. Oznacza to, że dany pies w jednej sytuacji może zdominować innego psa, a w drugiej podporządkować się mu. Dlatego lepiej używać określenia „pewność siebie”.
Zbyt duża pewność siebie psa i jego terytorializm mogą być problemowe dla właściciela, zwłaszcza, że wysokie nasilenie tych cech i niewłaściwe wychowanie mogą powodować agresję. Zbyt małe - lękliwość.
To dlatego właśnie początkującym psiarzom odradza się wprowadzanie do swojego domu psów do walk, obronnych, stróżujących czy w typie szpica, które w rankingu określone są jako psy wysoce pewne siebie oraz terytorialne.
Towarzyskość opisuje to jak chętnie psy przebywają w towarzystwie innych psów i ludzi. Znów może się wydawać, że towarzyski pies to szczyt marzeń każdej rodziny, a jednak nie zawsze tak jest. Warunkiem adoptowania towarzyskiego psa jest możliwość poświęcenia mu dużej ilości czasu, w przeciwnym razie unieszczęśliwimy naszego podopiecznego. Ludzie bardziej zapracowani powinni szukać psów o umiarkowanie niskim bądź niskim nasileniu tej cechy.
Reaktywność emocjonalna oznacza szybkość zmiany stanu emocjonalnego psa, czyli to jak szybko się pobudza i uspokaja. Psy o wysokim nasileniu tej cechy mogą być trudne do opanowania i dla niedoświadczonego przewodnika lub słabego obserwatora nieprzewidywalne. Plusem jest to, że równie szybko się uspokajają. Niską reaktywnością emocjonalną cechują się np. psy stróżujące. To dobrze, ponieważ potrzebują dużo czasu, żeby zareagować agresją, z drugiej strony – równie dużo, żeby się uspokoić.
Poziom energii psa to cecha wielowymiarowa. Psy o jej wysokim poziomie mogą np. ciągnąć na smyczy czy wyrywać smakołyki z ręki - generalnie są bardzo aktywne. Powinny się znaleźć w rękach osoby, która będzie potrafiła i miała cierpliwość uczyć ich kontrolowania własnego zachowania.
Oczywiście, opis cech niewiele Wam mówi o wyborze psa. Poniżej znajdziecie wykaz grup psów skategoryzowanych pod względem tych 5 wymiarów zachowania. Badacze opisali nasilenie cechy słowami „wysoka”, „umiarkowanie wysoka”, „umiarkowanie niska”, „niska”. Ze względu na cechy osobnicze, które mogą podwyższać lub obniżać nasilenie danej cechy, co można próbować przewidywać wykonując testy psychiczne na psie oraz pytając hodowcę, podam Wam tylko grupy skrajne.
Grupy psów, które przyjęli badacze to:
- Aportery, wyżły, setery, spaniele, wszechstronne psy myśliwskie (psy myśliwskie)
- Tropowce, charty (psy gończe)
- Psy stróżujące, obronne, pociągowe i w typie szpica (psy pracujące)
- Teriery myśliwskie, psy do walk (teriery)
- Psy zaganiające, psy pasące (psy pasterskie)
- Psy towarzyszące (miniaturowe psy do towarzystwa)
Inteligencja i zdolność uczenia się
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: psy pasące, aportery, psy zaganiające, psy obronne
B. Niskie: psy do walk, psy stróżujące, charty, tropowce
Pewność siebie i terytorializm
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: psy do walk, psy obronne, psy stróżujące, psy w typie szpica
B. Niskie: tropowce, charty, psy pociągowe, psy towarzyszące
Towarzyskość
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: setery, tropowce, aportery, spaniele
B. Psy zaganiające, obronne, psy do walk, charty
Reaktywność emocjonalna
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: wyżły, setery, wszechstronne psy myśliwskie, psy pasące
B. Niskie: psy towarzyszące, stróżujące, do walk, psy pociągowe
Poziom energii
Nasilenie cechy:
A. Wysokie: wyżły, psy zaganiające, teriery myśliwskie, psy pasące
B. Niskie: psy stróżujące, charty, psy gończe, psy pociągowe
Jeśli wciąż nie jesteście pewni, czy dokonujecie dobrego wyboru zawsze możecie spytać o radę doświadczonego trenera lub behawiorystę. Pamiętajcie jednak, żeby uczciwie odpowiedzieć sobie na pytanie, czy będę w stanie i jeśli tak, to na ile zmienić swoje życie, nawyki, mieszkanie, etc. dla psa? Bo jeśli coś ma unieszczęśliwić Was albo jego – wybierzcie innego, albo kupcie sobie kota. Tak będzie lepiej:)
Podaję Wam jeszcze link do ciekawego quizu znajdującego się na stronie PEDIGREE, który może być pomocny w dokonaniu wyboru psa.
17.01.2011 o godz. 18:56
komentuj (0)
Dzisiaj zabrałam się za czytanie kolejnej książki, która zaledwie wczoraj dołączyła do mojego skromnego zbiorku (czas wywalić wszystko z kolejnej półki). Zanim jednak pójdę ją czytać, szybko zapoznam Was z pierwszymi czterema mitami na temat szkolenia pozytywnego, które wynikają albo z niezrozumienia tego, co mówi szkoleniowiec, albo ze zwykłej nieuwagi.
Artykuł opieram na książce Pameli Dennison: „Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów”.
Mit I: „Szkolenie metodą klikerową jest ostatnim >>krzykiem mody<<”.
Ci z Was, którzy uważnie czytali (i o ile w ogóle czytali) moje poprzednie notki dobrze wiedzą, że szkolenie metodami pozytywnymi oparte jest na warunkowaniu instrumentalnym i klasycznym i w związku z tym na powszechnych i uniwersalnych prawach uczenia się. Wielu badaczy potwierdziło badaniami skuteczność stosowania pozytywnych wzmocnień oraz wygaszeń negatywnych. Nie jest to nowość, ale wiedza licząca dziesiątki lat.
Ja osobiście na słowo „modne” wzdrygałam się z niesmakiem, bo słowo to kojarzyło mi się z czymś pustym i powierzchownym. Nauczyłam się jednak, że nawet z papki dla mas można odsiać dla siebie coś dobrego i z powodzeniem to wykorzystać. Może takie podejście przekona tych bardziej sceptycznych?
Prawdę powiedziawszy nie należy się bać nowości. Pomyślcie np. jakie niesamowite teorie mają nasze babcie, a my dziś wiemy już, że nie były one prawdziwe.. Babcie też używały wody z mydłem do czyszczenia zabrudzeń na kuchenkach, czy dziś byłoby to uznane za praktyczne? Nie – dziś w domach królują środki pozwalające zaoszczędzić czas i energię.
Tak samo jest ze szkoleniem. Można iść dłuższą drogą, a można krótszą. To, co trzeba zrobić na pewno, to sprawdzić!
Sporo ludzi zniechęca się, kiedy nie widzi postępów u swojego psa, ale najczęściej wynika to z nieprawidłowego stosowania klilkera, np. klikaniu za późno czy z niezrozumienia do czego on służy.
Dla porównania - stosowanie kar w szkoleniu tradycyjnym jest jednak dużo trudniejsze.
Mit II: „Zasady szkolenia pozytywnego są zbyt trudne, aby je zrozumieć i przyswoić”.
Trudne? Wystarczy zapamiętać to, jak uczą się zwierzęta, nauczyć się klikać we właściwym momencie, co jest kwestią wprawy, oraz nagradzać tylko to, o nam się podoba.
Najtrudniejszą kwestią jest chyba właśnie ignorowanie. Czasami ciężko jest ignorować zachowanie psa, ale istnieje jeszcze 8 innych sposobów na to, żeby je zmienić lub ograniczyć, o czym nie omieszkam napisać w niedalekiej przyszłości.
Mit III: „Nauczanie przy użyciu wzmocnienia pozytywnego trwa zbyt długo”.
Rzeczywistość brutalnie sprowadza ten mit na ziemię. Psy uczą się błyskawicznie. Być może w błąd wprowadza fakt, że szkoleniowiec pozytywny daje psu czas 5-10 sekund na zastanowienie się, co ma zrobić. Jeśli pies stoi bezradnie nie wiedząc, o co chodzi, trener zwyczajnie przypomina psu naprowadzając go lub wracając do poprzedniego etapu zadania. Takie postępowanie wynika ze zrozumienia, że zwierzak najwidoczniej nie opanował danego ćwiczenia w dostatecznym stopniu, pozwalającym na zwiększenie mu wymagań (szybszej reakcji, nie zrywania komendy, rozproszeń itp.).
Szkoleniowiec tradycyjny ukarałby w tym momencie psa stosując korektę, czyli np. szarpiąc go kolcami. Pies nie otrzymuje tutaj żadnej podpowiedzi, za punktu widzenia nauczania - nie ma to więc sensu.
Mit IV: „Podczas szkolenia nigdy nie powinno się dawać psu możliwości wyboru”.
Ten mit związany jest ze sławną teorią dominacji, szerzoną przez szkoleniowców tradycyjnych w celu wytłumaczenia i usprawiedliwienia stosowanych metod. Takie myślenie ma chyba przekonać, że mamy nad psem całkowitą kontrolę. Jest to oczywiście nieprawda, bo nawet jeśli tego nie chcemy, to pies, niezależnie od szkoły i tak ma możliwość wyboru.
Psy popełniają i będą popełniać błędy – nie da się tego uniknąć, bijąc psa, a więc jest to czynność, z punktu widzenia uczenia, niepraktyczna.
Na dziś koniec,
A ja wracam do czytania:)
Artykuł opieram na książce Pameli Dennison: „Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów”.
Mit I: „Szkolenie metodą klikerową jest ostatnim >>krzykiem mody<<”.
Ci z Was, którzy uważnie czytali (i o ile w ogóle czytali) moje poprzednie notki dobrze wiedzą, że szkolenie metodami pozytywnymi oparte jest na warunkowaniu instrumentalnym i klasycznym i w związku z tym na powszechnych i uniwersalnych prawach uczenia się. Wielu badaczy potwierdziło badaniami skuteczność stosowania pozytywnych wzmocnień oraz wygaszeń negatywnych. Nie jest to nowość, ale wiedza licząca dziesiątki lat.
Ja osobiście na słowo „modne” wzdrygałam się z niesmakiem, bo słowo to kojarzyło mi się z czymś pustym i powierzchownym. Nauczyłam się jednak, że nawet z papki dla mas można odsiać dla siebie coś dobrego i z powodzeniem to wykorzystać. Może takie podejście przekona tych bardziej sceptycznych?
Prawdę powiedziawszy nie należy się bać nowości. Pomyślcie np. jakie niesamowite teorie mają nasze babcie, a my dziś wiemy już, że nie były one prawdziwe.. Babcie też używały wody z mydłem do czyszczenia zabrudzeń na kuchenkach, czy dziś byłoby to uznane za praktyczne? Nie – dziś w domach królują środki pozwalające zaoszczędzić czas i energię.
Tak samo jest ze szkoleniem. Można iść dłuższą drogą, a można krótszą. To, co trzeba zrobić na pewno, to sprawdzić!
Sporo ludzi zniechęca się, kiedy nie widzi postępów u swojego psa, ale najczęściej wynika to z nieprawidłowego stosowania klilkera, np. klikaniu za późno czy z niezrozumienia do czego on służy.
Dla porównania - stosowanie kar w szkoleniu tradycyjnym jest jednak dużo trudniejsze.
Mit II: „Zasady szkolenia pozytywnego są zbyt trudne, aby je zrozumieć i przyswoić”.
Trudne? Wystarczy zapamiętać to, jak uczą się zwierzęta, nauczyć się klikać we właściwym momencie, co jest kwestią wprawy, oraz nagradzać tylko to, o nam się podoba.
Najtrudniejszą kwestią jest chyba właśnie ignorowanie. Czasami ciężko jest ignorować zachowanie psa, ale istnieje jeszcze 8 innych sposobów na to, żeby je zmienić lub ograniczyć, o czym nie omieszkam napisać w niedalekiej przyszłości.
Mit III: „Nauczanie przy użyciu wzmocnienia pozytywnego trwa zbyt długo”.
Rzeczywistość brutalnie sprowadza ten mit na ziemię. Psy uczą się błyskawicznie. Być może w błąd wprowadza fakt, że szkoleniowiec pozytywny daje psu czas 5-10 sekund na zastanowienie się, co ma zrobić. Jeśli pies stoi bezradnie nie wiedząc, o co chodzi, trener zwyczajnie przypomina psu naprowadzając go lub wracając do poprzedniego etapu zadania. Takie postępowanie wynika ze zrozumienia, że zwierzak najwidoczniej nie opanował danego ćwiczenia w dostatecznym stopniu, pozwalającym na zwiększenie mu wymagań (szybszej reakcji, nie zrywania komendy, rozproszeń itp.).
Szkoleniowiec tradycyjny ukarałby w tym momencie psa stosując korektę, czyli np. szarpiąc go kolcami. Pies nie otrzymuje tutaj żadnej podpowiedzi, za punktu widzenia nauczania - nie ma to więc sensu.
Mit IV: „Podczas szkolenia nigdy nie powinno się dawać psu możliwości wyboru”.
Ten mit związany jest ze sławną teorią dominacji, szerzoną przez szkoleniowców tradycyjnych w celu wytłumaczenia i usprawiedliwienia stosowanych metod. Takie myślenie ma chyba przekonać, że mamy nad psem całkowitą kontrolę. Jest to oczywiście nieprawda, bo nawet jeśli tego nie chcemy, to pies, niezależnie od szkoły i tak ma możliwość wyboru.
Psy popełniają i będą popełniać błędy – nie da się tego uniknąć, bijąc psa, a więc jest to czynność, z punktu widzenia uczenia, niepraktyczna.
Na dziś koniec,
A ja wracam do czytania:)
Jeśli czytaliście moje poprzednie artykuły, to wiecie już jak można zaobserwować stres u psów, jak próbują sobie z nim radzić i jak Wy możecie spróbować go zmniejszyć. Jeśli sygnały uspokajające nie zadziałają, albo sytuacja tego wymaga, najprościej jest zlikwidować źródło stresu. Wózek dziecięcy, samochód czy trzymanie na rękach – to wszystko można kontrolować – można zabrać psa z sytuacji dla niego stresującej. A on będzie Wam za to wdzięczny i obdarzy Was większym zaufaniem – po prostu będzie się czuł przy Was bezpiecznie. Nie zapominajcie bowiem, że psy to wieczne szczenięta i potrzebują naszej opieki.
Wiele książek podaje, że najczęstszym błędem, jaki możemy zrobić, to pocieszać zwierzę. Ton głosu jaki wtedy przyjmujemy oraz to co robimy, może być odebrane przez psa jako przyznanie mu racji: „Tak, masz się czego bać”.
Osobiście odnoszę się do tego dość sceptycznie, ale wystarczającym dla mnie argumentem dla niestosowania ludzkiego sposobu pocieszania jest fakt, że pies zupełnie nie rozumie co do niego mówię, a więc nie rozumie dlaczego nie powinien się bać.
Uważam więc, że należy to obejść z mózgiem i wytłumaczyć mu to używając smakołyków.
Zasada jest prosta. Jeśli nasz pupil boi się kartonowego pudła to budujemy skojarzenie: pudło=smakołyk. Jest to tak zwane odwrażliwianie i można próbować je stosować na co dzień, pamiętając przy tym, żeby nie wymagać za wiele i zbyt szybko nie podnosić poprzeczki.
Przypomina to leczenie fobii u ludzi. Najpierw pająka (arachnofobia, wszem i wobec znana) pokazujemy na zdjęciach, potem prawdziwego z daleka i stopniowo przybliżamy (stosując jednocześnie metody relaksacyjne). Na kolejny etap przechodzimy tylko wtedy, kiedy na poprzednim pacjent nie czuje już lęku.
Kierujmy się zasadą: „im wolniej, tym szybciej”, bo jeśli zrobimy coś za szybko, to być może trzeba będzie zaczynać od początku.
Dlaczego ważne jest, aby nasz pies się nie bał? Dlatego, że zwierzę w sytuacji przerażenia ucieka. Psy zwykle są na smyczy, więc nie zawsze mają możliwość wycofania się i dlatego mogą zastosować drugą strategię przetrwania: atak.
Pamiętajcie jednak, że wszystko może być dla psa stresujące, jeśli takim to uczynicie. Wy sami również.
Szkolenie zwierzaka powinno być dla niego świetną zabawą, a nie źródłem nadmiernego stresu. Badania wykazały, że psy uczestniczące w szkoleniach metodami tradycyjnymi mają znacznie wyższy poziom kortyzolu we krwi niż te, które chodzą na lekcje prowadzone metodami pozytywnymi. Kortyzol jest nazywany hormonem stresu i jego zbyt wysoki i ciągle utrzymujący się poziom jest szkodliwy dla organizmu oraz dla samopoczucia.
Wiadomo również, że stres jest potrzebny i odpowiednio dawkowany nie obniża poziomu motywacji, a nawet go podwyższa. Generalnie jednak: dla psa wystarcza zwykle to, że musi się głowić nad tym, czego od niego oczekujemy oraz wykonywać zadania.
Na szkoleniach metodami pozytywnymi pies również się stresuje. Ma motywację do tego, żeby się uczyć, ale głównym czynnikiem stresogennym jest podwyższanie poprzeczki. To tak, jak my uczymy się czegoś nowego i poziomy trudności wzrastają.
Pomyślcie, gdyby nauczyciel czy pracodawca krzyczał na Was za to, że nie opanowaliście jeszcze danej umiejętności czy materiału, a tymczasem sam dobrze ich nie wytłumaczył, to czulibyście się lepiej? Na pewno nie. Bylibyście zbyt zdenerwowani, żeby efektownie przyswajać wiedzę. Tak samo nasze psy.
Musimy zawsze brać pod uwagę to, że psiaki są znacznie mniej inteligentne i to my musimy się do nich dostosować, a nie one do nas – to jest bowiem fizycznie niemożliwe.
Nie ma psów tak głupich, że nie da się ich wyszkolić – są tylko szkoleniowcy, którzy nie potrafią przekazać swoich oczekiwań. To pedagogiczna porażka za którą nikt nie powinien być karany, a już na pewno nie pies.
Na szkoleniu metodami pozytywnymi nie ominiemy pewnych trudności związanych z przekazaniem oczekiwań, ale wyłączamy całkowicie wyładowywanie na psie frustracji z powodu naszych niepowodzeń.
Przyjrzyjmy się zatem, co najczęściej stresuje psa na szkoleniach metodami tradycyjnymi:
- krzyczenie
- bicie
- zmuszanie go do przyjęcia określonej pozycji
- scruff shakes
- alpha rolls
Po kolei. Krzyczenie i bicie psa jest całkowicie nieuzasadnione z etycznego jak i logicznego punktu widzenia, ponieważ pies nie rozumie naszego języka i nie rozumie dlaczego nagle stajemy się agresywni. Nawet jeśli w końcu skojarzy swój błąd z naszym wybuchem złości nie nauczy się niczego. Brak jest tu bowiem informacji jak powinien się zachować, za to dochodzi do wniosku, że nie powinien robić czegokolwiek, bo to jest bardziej opłacalne. Nazywa się to wyuczoną bezradnością – „nie zrobię nic, bo nie potrafię”, „po co mam się uczyć i tak tego nie pojmę”, „nie chcę nic robić, bo jak zrobię źle, to dostanę karę”. Brzmi znajomo? Zabijamy w zwierzęciu kreatywne myślenie – jest psychicznie sparaliżowany. Mamy psa pozornie posłusznego ale wewnętrznie przygaszonego. To pies, który robi, bo musi i nie dlatego, że to jest fajne, że przynosi radość, tylko dlatego, żeby uniknąć tego strasznego krzyku i bólu. Z resztą, z tego samego powodu nie zaskoczy nas niczym nowym.
Nie wiem, czy już sobie to uświadomiliście, ale pies nie boi się własnego cienia, tylko Was – właścicieli, którzy na co dzień przytulają psa a potem zmieniają się w autorytarnych dyktatorów wyznaczających granicę przemocą. Właśnie przypomniał mi się świetny cytat: „Dyktatorzy nie mają mocy – mają przemoc.” A tymczasem jesteście w stanie dokonać tego, żeby jedno Wasze słowo skutkowało wykonaniem przez psa komendy z pełną radością i zaangażowaniem.
Zmuszanie psa do przyjęcia określonej pozycji wiąże się z dotykaniem go. Psy tego nie lubią. Większość psów nie znosi głaskania po głowie i dopiero trzeba je nauczyć, że to jest fajne. Na pewno każdy z Was, kto próbował przesuwać psu łapy zauważy u niego nagłe sztywnienie oraz zapieranie się, ewentualnie zabieranie łap, oblizywanie się, zamknięcie pyska – sygnały uspokajające. To też nie ma sensu, bo pies nie rozumie o co nam chodzi. Wyobrażacie sobie, żeby ktoś kogo dobrze znacie nagle zaczął Was, bez słowa wyjaśnienia dotykać i ustawiać w określonej pozycji? Nie wiecie, czemu ma to służyć, a jeśli staniecie źle, to dostaniecie karę? Pies uczy się w końcu, ale to nauka z nastawieniem: „dobrze, stanę już tak, tylko mnie nie dotykaj, bo to nieprzyjemne jak mnie tak szarpiesz”. Celowo użyłam tego słowa, ponieważ praktycznie żaden pies nie stanie tak jak sobie wymarzymy, jeśli nie użyjemy do tego siły i nie przytrzymamy go w niekomfortowej pozycji.
W tej kategorii zawarłabym również zapinanie psu kolczatki, ponieważ pseudo-szkoleniowcy często radzą szarpanie psa za kolce, kiedy robi coś niewłaściwego. Jeśli nikt z Was nie miał jeszcze kolczatki na sobie, to załóżcie sobie na ramię i pociągnijcie, nie za mocno, żebyście sobie nie zrobili krzywdy. Psy czują ból tak samo jak Wy, tylko jako drapieżniki są zaprogramowane do tego, żeby nie okazywać go tak ostentacyjnie. O samych narzędziach szkoleniowych będę jeszcze pisać, ale kolczatka jest zdecydowanie na mojej liście eksponatów muzealnych.
Moje „ulubione” metody szkoleniowe oraz wychowawcze to alpha rolls i scruff shakes.
Pierwsza polega na przewróceniu psa na plecy, żeby mu pokazać, kto tu dominuje, do momentu aż pies się nie uspokoi. A ponieważ ten, unieruchomiony przez dłużą chwilę w tak niekomfortowej pozycji, zaczyna się szarpać, przypomina to małą walkę. Oczywiście – pies nie ma zielonego pojęcia co się dzieje.
Metoda ta została zaczerpnięta od wilków, ale wprowadzono tu małą różnicę. Wilk okazuje podporządkowanie pokazując brzuch, nikt go nie musi wywalać kołami do góry. Ludzie wiedzą lepiej.
Scruff shakes polega na chwyceniu psa za skórę na karku, podniesieniu go tak, żeby miał przednie łapy w górze i nagrzeszeniu mu w nos.
Podobno suka przytrzymuje za kark swoje młode, kiedy nie są najgrzeczniejsze. Ale suka dobrze wie, kiedy przestać, bo widzi wszystkie znaki jakie wysyła szczenię obiecujące, że już będzie grzeczne.
Ludzie są na to za słabi. Ale wiedzą lepiej.
Nie każdy pies da sobie również w kaszę dmuchać. Takie zachowania prowadzą do coraz częstszych konfrontacji z psami bardzo pewnymi siebie (stąd również mamy między innymi tzw. rasy agresywne, agresywne na życzenie człowieka), ale poważnie zaburzają te lękliwe.
A czego tak naprawdę uczy się pies? Że dotyk = coś bardzo nieprzyjemnego. Dlatego Ci, którzy to stosują, niech się nie dziwią, że pies pokazuje zęby, kiedy chcecie go pogłaskać, że gryzie, kiedy wyciągacie do niego rękę, że wycofuje się na Wasz widok, że całymi latami wysyła Wam CS’y, zanim ugryzie. Zasłużyliście sobie na to, ale to jeszcze nic straconego, ponieważ już dziś możecie to zmienić.
Tak wygląda szkolenie metodami tradycyjnymi. W tych czasach rzadziej można spotykać taki wojskowy dryl jak niegdyś, czyli wydawanie komend krzykiem, podwieszanie psa na obrożach dławiących i tego typu klimaty. Obecnie przodują obroże elektryczne, kolczatki, ustalanie hierarchii za pomocą przemocy (scruff shakes i alpha rolls to właśnie przemoc). Stosowanie tego wszystkiego jest sprzeczne z etyką, a co najważniejsze! naukowo dowiedziono, że są metody lepsze, nie obarczone takim ryzykiem i szybciej dające efekty.
Co na temat szkolenia mówi Victoria Stilwell
Wiele książek podaje, że najczęstszym błędem, jaki możemy zrobić, to pocieszać zwierzę. Ton głosu jaki wtedy przyjmujemy oraz to co robimy, może być odebrane przez psa jako przyznanie mu racji: „Tak, masz się czego bać”.
Osobiście odnoszę się do tego dość sceptycznie, ale wystarczającym dla mnie argumentem dla niestosowania ludzkiego sposobu pocieszania jest fakt, że pies zupełnie nie rozumie co do niego mówię, a więc nie rozumie dlaczego nie powinien się bać.
Uważam więc, że należy to obejść z mózgiem i wytłumaczyć mu to używając smakołyków.
Zasada jest prosta. Jeśli nasz pupil boi się kartonowego pudła to budujemy skojarzenie: pudło=smakołyk. Jest to tak zwane odwrażliwianie i można próbować je stosować na co dzień, pamiętając przy tym, żeby nie wymagać za wiele i zbyt szybko nie podnosić poprzeczki.
Przypomina to leczenie fobii u ludzi. Najpierw pająka (arachnofobia, wszem i wobec znana) pokazujemy na zdjęciach, potem prawdziwego z daleka i stopniowo przybliżamy (stosując jednocześnie metody relaksacyjne). Na kolejny etap przechodzimy tylko wtedy, kiedy na poprzednim pacjent nie czuje już lęku.
Kierujmy się zasadą: „im wolniej, tym szybciej”, bo jeśli zrobimy coś za szybko, to być może trzeba będzie zaczynać od początku.
Dlaczego ważne jest, aby nasz pies się nie bał? Dlatego, że zwierzę w sytuacji przerażenia ucieka. Psy zwykle są na smyczy, więc nie zawsze mają możliwość wycofania się i dlatego mogą zastosować drugą strategię przetrwania: atak.
Pamiętajcie jednak, że wszystko może być dla psa stresujące, jeśli takim to uczynicie. Wy sami również.
Szkolenie zwierzaka powinno być dla niego świetną zabawą, a nie źródłem nadmiernego stresu. Badania wykazały, że psy uczestniczące w szkoleniach metodami tradycyjnymi mają znacznie wyższy poziom kortyzolu we krwi niż te, które chodzą na lekcje prowadzone metodami pozytywnymi. Kortyzol jest nazywany hormonem stresu i jego zbyt wysoki i ciągle utrzymujący się poziom jest szkodliwy dla organizmu oraz dla samopoczucia.
Wiadomo również, że stres jest potrzebny i odpowiednio dawkowany nie obniża poziomu motywacji, a nawet go podwyższa. Generalnie jednak: dla psa wystarcza zwykle to, że musi się głowić nad tym, czego od niego oczekujemy oraz wykonywać zadania.
Na szkoleniach metodami pozytywnymi pies również się stresuje. Ma motywację do tego, żeby się uczyć, ale głównym czynnikiem stresogennym jest podwyższanie poprzeczki. To tak, jak my uczymy się czegoś nowego i poziomy trudności wzrastają.
Pomyślcie, gdyby nauczyciel czy pracodawca krzyczał na Was za to, że nie opanowaliście jeszcze danej umiejętności czy materiału, a tymczasem sam dobrze ich nie wytłumaczył, to czulibyście się lepiej? Na pewno nie. Bylibyście zbyt zdenerwowani, żeby efektownie przyswajać wiedzę. Tak samo nasze psy.
Musimy zawsze brać pod uwagę to, że psiaki są znacznie mniej inteligentne i to my musimy się do nich dostosować, a nie one do nas – to jest bowiem fizycznie niemożliwe.
Nie ma psów tak głupich, że nie da się ich wyszkolić – są tylko szkoleniowcy, którzy nie potrafią przekazać swoich oczekiwań. To pedagogiczna porażka za którą nikt nie powinien być karany, a już na pewno nie pies.
Na szkoleniu metodami pozytywnymi nie ominiemy pewnych trudności związanych z przekazaniem oczekiwań, ale wyłączamy całkowicie wyładowywanie na psie frustracji z powodu naszych niepowodzeń.
Przyjrzyjmy się zatem, co najczęściej stresuje psa na szkoleniach metodami tradycyjnymi:
- krzyczenie
- bicie
- zmuszanie go do przyjęcia określonej pozycji
- scruff shakes
- alpha rolls
Po kolei. Krzyczenie i bicie psa jest całkowicie nieuzasadnione z etycznego jak i logicznego punktu widzenia, ponieważ pies nie rozumie naszego języka i nie rozumie dlaczego nagle stajemy się agresywni. Nawet jeśli w końcu skojarzy swój błąd z naszym wybuchem złości nie nauczy się niczego. Brak jest tu bowiem informacji jak powinien się zachować, za to dochodzi do wniosku, że nie powinien robić czegokolwiek, bo to jest bardziej opłacalne. Nazywa się to wyuczoną bezradnością – „nie zrobię nic, bo nie potrafię”, „po co mam się uczyć i tak tego nie pojmę”, „nie chcę nic robić, bo jak zrobię źle, to dostanę karę”. Brzmi znajomo? Zabijamy w zwierzęciu kreatywne myślenie – jest psychicznie sparaliżowany. Mamy psa pozornie posłusznego ale wewnętrznie przygaszonego. To pies, który robi, bo musi i nie dlatego, że to jest fajne, że przynosi radość, tylko dlatego, żeby uniknąć tego strasznego krzyku i bólu. Z resztą, z tego samego powodu nie zaskoczy nas niczym nowym.
Nie wiem, czy już sobie to uświadomiliście, ale pies nie boi się własnego cienia, tylko Was – właścicieli, którzy na co dzień przytulają psa a potem zmieniają się w autorytarnych dyktatorów wyznaczających granicę przemocą. Właśnie przypomniał mi się świetny cytat: „Dyktatorzy nie mają mocy – mają przemoc.” A tymczasem jesteście w stanie dokonać tego, żeby jedno Wasze słowo skutkowało wykonaniem przez psa komendy z pełną radością i zaangażowaniem.
Zmuszanie psa do przyjęcia określonej pozycji wiąże się z dotykaniem go. Psy tego nie lubią. Większość psów nie znosi głaskania po głowie i dopiero trzeba je nauczyć, że to jest fajne. Na pewno każdy z Was, kto próbował przesuwać psu łapy zauważy u niego nagłe sztywnienie oraz zapieranie się, ewentualnie zabieranie łap, oblizywanie się, zamknięcie pyska – sygnały uspokajające. To też nie ma sensu, bo pies nie rozumie o co nam chodzi. Wyobrażacie sobie, żeby ktoś kogo dobrze znacie nagle zaczął Was, bez słowa wyjaśnienia dotykać i ustawiać w określonej pozycji? Nie wiecie, czemu ma to służyć, a jeśli staniecie źle, to dostaniecie karę? Pies uczy się w końcu, ale to nauka z nastawieniem: „dobrze, stanę już tak, tylko mnie nie dotykaj, bo to nieprzyjemne jak mnie tak szarpiesz”. Celowo użyłam tego słowa, ponieważ praktycznie żaden pies nie stanie tak jak sobie wymarzymy, jeśli nie użyjemy do tego siły i nie przytrzymamy go w niekomfortowej pozycji.
W tej kategorii zawarłabym również zapinanie psu kolczatki, ponieważ pseudo-szkoleniowcy często radzą szarpanie psa za kolce, kiedy robi coś niewłaściwego. Jeśli nikt z Was nie miał jeszcze kolczatki na sobie, to załóżcie sobie na ramię i pociągnijcie, nie za mocno, żebyście sobie nie zrobili krzywdy. Psy czują ból tak samo jak Wy, tylko jako drapieżniki są zaprogramowane do tego, żeby nie okazywać go tak ostentacyjnie. O samych narzędziach szkoleniowych będę jeszcze pisać, ale kolczatka jest zdecydowanie na mojej liście eksponatów muzealnych.
Moje „ulubione” metody szkoleniowe oraz wychowawcze to alpha rolls i scruff shakes.
Pierwsza polega na przewróceniu psa na plecy, żeby mu pokazać, kto tu dominuje, do momentu aż pies się nie uspokoi. A ponieważ ten, unieruchomiony przez dłużą chwilę w tak niekomfortowej pozycji, zaczyna się szarpać, przypomina to małą walkę. Oczywiście – pies nie ma zielonego pojęcia co się dzieje.
Metoda ta została zaczerpnięta od wilków, ale wprowadzono tu małą różnicę. Wilk okazuje podporządkowanie pokazując brzuch, nikt go nie musi wywalać kołami do góry. Ludzie wiedzą lepiej.
Scruff shakes polega na chwyceniu psa za skórę na karku, podniesieniu go tak, żeby miał przednie łapy w górze i nagrzeszeniu mu w nos.
Podobno suka przytrzymuje za kark swoje młode, kiedy nie są najgrzeczniejsze. Ale suka dobrze wie, kiedy przestać, bo widzi wszystkie znaki jakie wysyła szczenię obiecujące, że już będzie grzeczne.
Ludzie są na to za słabi. Ale wiedzą lepiej.
Nie każdy pies da sobie również w kaszę dmuchać. Takie zachowania prowadzą do coraz częstszych konfrontacji z psami bardzo pewnymi siebie (stąd również mamy między innymi tzw. rasy agresywne, agresywne na życzenie człowieka), ale poważnie zaburzają te lękliwe.
A czego tak naprawdę uczy się pies? Że dotyk = coś bardzo nieprzyjemnego. Dlatego Ci, którzy to stosują, niech się nie dziwią, że pies pokazuje zęby, kiedy chcecie go pogłaskać, że gryzie, kiedy wyciągacie do niego rękę, że wycofuje się na Wasz widok, że całymi latami wysyła Wam CS’y, zanim ugryzie. Zasłużyliście sobie na to, ale to jeszcze nic straconego, ponieważ już dziś możecie to zmienić.
Tak wygląda szkolenie metodami tradycyjnymi. W tych czasach rzadziej można spotykać taki wojskowy dryl jak niegdyś, czyli wydawanie komend krzykiem, podwieszanie psa na obrożach dławiących i tego typu klimaty. Obecnie przodują obroże elektryczne, kolczatki, ustalanie hierarchii za pomocą przemocy (scruff shakes i alpha rolls to właśnie przemoc). Stosowanie tego wszystkiego jest sprzeczne z etyką, a co najważniejsze! naukowo dowiedziono, że są metody lepsze, nie obarczone takim ryzykiem i szybciej dające efekty.
Co na temat szkolenia mówi Victoria Stilwell


