Znalezione zdjęcia dla teoria:
Brak.
Znalezione filmy dla teoria:
Brak.
Artykuły, które pisałam do tej pory były czymś w rodzaju wstępu. Chciałam przytoczyć pewne kwestie o których wypowiedział się świat nauki i teraz opowiedzieć Wam o szkoleniu metodami pozytywnymi, ponieważ do tej pory przewijało się tylko trochę ogólników.
Zobaczycie, że to wszystko pięknie się łączy i mam nadzieję, że wielu z Was już dziś zmieni swój stosunek do psa. Swój wywód opieram w dużej mierze na świetnej książce, która powinna być jednym z absolutnych niezbędników w domu każdego Profesjonalnego Właściciela Psa, a mianowicie: "Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów" autorstwa Pameli Dennison. Gorąco polecam, ponieważ w prosty i przystępny sposób objaśnia zasady szkolenia i wszystko uzasadnia, nie pozostawiając żadnych niedomówień.
I to jest właśnie ważne. Nauka. Wiele osób myśli, że szkolenie pozytywne to po prostu moda albo wymysł organizacji pro zwierzęcych i tak naprawdę nie jest tak skuteczne jak to stosowane dawniej. Jest to oczywiście mit. Pamiętacie na pewno jak pisałam o tym na jakiej zasadzie uczą się zwierzęta (wzmocnienia i wygaszenia), a to przecież nic nowego. Prawa te znane są od dawna i funkcjonują 24/7.
Szkolenie pozytywne opiera się na kilku prostych zasadach. Podejrzewam, że ta prostota może wyglądać podejrzanie, a na początku może być nawet nudno, ale kiedy wejdą Wam w nawyk te wszystkie czynności i staną się automatyczne to zamiast zastanawiać się nad techniką zaczniecie prawdziwą przygodę ze szkoleniem.
Najważniejszą zasadą jest: nagradzamy zachowania pożądane. Tutaj krótko i zwięźle, ponieważ jak wiecie z poprzednich notek zachowanie nagradzane się powtarza.
Za to szkolenie metodami pozytywnymi całkowicie odrzuca stosowanie P+ (dla zapominalskich: wygaszenia pozytywnego, czyli typowej kary opartej na przemocy lub strachu), nie tylko dlatego, że jest to sprzeczne z kodeksem moralnym ludzi kochających zwierzęta, ale przede wszystkim dlatego, że nie przynosi korzyści (bądź przynosi je wolno), za to na pewno i zawsze jest w stanie wiele zepsuć. Problemy, które rozwiązuje się w ten sposób często się mnożą i żaden profesjonalny szkoleniowiec, w którego interesie leży dobro klienta i jego psa nie będzie tego zalecał. Stosowanie P+ niesie za sobą ogromne ryzyko, ale szerzej opiszę to w odrębnej notce – o skutkach ubocznych karania.
Co więcej, w szkoleniu pozytywnym niepożądane zachowania się ignoruje - czyli nie nagradza. To jest właśnie karą dla psa - odebranie czegoś przyjemnego (wygaszenie negatywne - P-). Uwierzcie mi - psom bardzo zależy na tym, żeby otrzymać nagrodę i bardzo szybko łapią, że coś robią nie tak. Odpowiednio zmotywowane, psy pracują chętnie i uczą się zaskakująco szybko - to niesamowite obserwować zwierzaka, który dwoi się i troi, żeby wykombinować co musi uczynić. To kolejny logiczny argument na to, że warto spróbować tych metod.
Znam psa, który prowadzony tradycyjnie nie potrafi wykonać podstawowych komend nigdzie poza swoim ogródkiem (nikt też właścicielce nie tłumaczył, że należy je ćwiczyć w różnych miejscach), a jego szkolenie trwa już 1,5 roku. To bardzo długo. Na pewno w różnych szkołach czas ten może być inny, np. krótszy. Ja wiem, że przeciętnie wystarcza 3 miesiące ćwiczeń z psem po 15 minut dziennie plus/w tym na spacerach (gdzie i tak spędzamy z psem czas i tak) i pies może w świetnym stopniu, jeśli nie doskonałym opanować kilka umiejętności pozwalających stać się niekłopotliwym towarzyszem życia.
Żeby to lepiej zrozumieć, opiszę na prostym przykładzie.
Piesek, który się bawi z Wami zaczyna tracić kontrolę nad swoimi emocjami i podgryza Was ząbkami.
Co robimy?
Po pierwsze natychmiast przerywamy zabawę (odbieramy psu, to co jest dla niego przyjemne), zabieramy ręce (od wyjątkowych gryzaczy trzeba nawet odejść, albo odizolować w pokoju na 2 minuty) i czekamy aż psiak się uspokoi. Kiedy to uczyni, do zabawy wracamy - czyli nagradzamy go za zachowanie pożądane. Piesek w końcu pojmie, że jeśli chce się bawić, musi zachowywać się spokojnie a już na pewno nie może dotykać zębami naszych dłoni.
Tak mniej więcej wygląda schemat wychowania psa. W szkoleniu pozytywnym również wyznaczamy granice i również dbamy o to, żeby były przestrzegane. Wszystko co robimy, robimy na naszych zasadach. Tylko od naszej konsekwencji zależy to, czy odniesiemy sukces.
Kolejną ważną rzeczą jest dopasowanie swoich oczekiwań do możliwości psa. Musimy być rozsądni - nie możemy wymagać od zwierzaka czegoś, czego jeszcze nie umie albo nie potrafi zrozumieć. W tym celu dzielimy zachowania na kilka mniejszych etapów.
Jeśli chcemy nauczyć psa przynoszenia aportu to przykładowo najpierw nagradzamy psa za spojrzenie, potem za podejście, dotknięcie nosem, otwarcie szczęk, wzięcie do pyska, podniesienie, przenoszenie na coraz większe odległości, aż w końcu podanie prosto do rąk. W ten sposób zwierzak jest w stanie bardzo szybko załapać o co nam chodzi. Pamiętajcie: im wolniej, tym szybciej!
Najwięcej problemów szkoleniowych przysparza właśnie to, że wymagamy od psa za dużo i za szybko. Jeśli pies kilka razy wykonał na sygnał jakąś komendę to nie oznacza, że już się jej nauczył. Potrzeba kilkaset powtórek danego ćwiczenia w różnych warunkach, żeby zwierzakowi dokładnie się utrwaliło co i jak.
Warto się nad tym zastanowić za każdym razem, kiedy coś nie wychodzi i pomyśleć jak jeszcze można ułatwić zadanie naszemu zwierzakowi. Jesteśmy bardzo inteligentnym gatunkiem, korzystajmy z tego.
I tutaj zgrabnie przechodzimy do kolejnej istotnej kwestii. Kluczem do szkolenia jest myślenie. Musimy się postarać, żeby nasz pies pracował i mu się to opłacało (zwykle wystarczą smakołyki) i zaplanować sesję tak, żeby zawsze kończyła się dla psa sukcesem. Bardzo to wpływa na motywację zwierzęcia i dzięki temu uczy się jeszcze szybciej.
Podsumowując:
- zachowania pożądane nagradzamy
- zachowania niepożądane ignorujemy
- naukę dzielimy na małe etapy, zawsze zapewniając psu sukces
- poziom trudności dopasowujemy do możliwości psa
Ideą szkolenia pozytywnego oprócz motywowania nagradzaniem, jest podejście do pracy z psem jako do współpracy. Człowiek wychodzi niejako naprzeciw potrzebom zwierzęcia, stara się je zrozumieć i występuje w roli cierpliwego i wyrozumiałego przewodnika, pomagającego naprawić popełnione błędy. Bardzo duży nacisk kładzie się tutaj na dobrą relację z psem – pies nie jest meblem ani robotem mechanicznie wykonującym komendy, ale towarzyszem, który chce to robić, bo przynosi mu to radość. Obie strony coś od siebie dają i obie są zadowolone.
Największym ryzykiem, jakie niesie za sobą stosowanie metod pozytywnego szkolenia, jest niechybne zakochanie się w swoim zwierzaku i dołączenie do milionów ludzi na świecie opanowanych tą epidemią innego, pozytywnego postrzegania rzeczywistości - do grona Przyjaciół Psów.
Jeśli do tej pory Wasze psy sprawiały Wam przyjemność, to można się tylko spodziewać jaką radość sprawi Wam odkrycie w swoim pupilu nie tylko psa, ale i Przyjaciela.
W kolejnych notkach można się spodziewać:
- mitów na temat metod pozytywnych
- wyjaśnieniu czym jest i jak korzystać z klikera
- jak motywować swojego psa
Zobaczycie, że to wszystko pięknie się łączy i mam nadzieję, że wielu z Was już dziś zmieni swój stosunek do psa. Swój wywód opieram w dużej mierze na świetnej książce, która powinna być jednym z absolutnych niezbędników w domu każdego Profesjonalnego Właściciela Psa, a mianowicie: "Pozytywne szkolenie psów dla żółtodziobów" autorstwa Pameli Dennison. Gorąco polecam, ponieważ w prosty i przystępny sposób objaśnia zasady szkolenia i wszystko uzasadnia, nie pozostawiając żadnych niedomówień.
I to jest właśnie ważne. Nauka. Wiele osób myśli, że szkolenie pozytywne to po prostu moda albo wymysł organizacji pro zwierzęcych i tak naprawdę nie jest tak skuteczne jak to stosowane dawniej. Jest to oczywiście mit. Pamiętacie na pewno jak pisałam o tym na jakiej zasadzie uczą się zwierzęta (wzmocnienia i wygaszenia), a to przecież nic nowego. Prawa te znane są od dawna i funkcjonują 24/7.
Szkolenie pozytywne opiera się na kilku prostych zasadach. Podejrzewam, że ta prostota może wyglądać podejrzanie, a na początku może być nawet nudno, ale kiedy wejdą Wam w nawyk te wszystkie czynności i staną się automatyczne to zamiast zastanawiać się nad techniką zaczniecie prawdziwą przygodę ze szkoleniem.
Najważniejszą zasadą jest: nagradzamy zachowania pożądane. Tutaj krótko i zwięźle, ponieważ jak wiecie z poprzednich notek zachowanie nagradzane się powtarza.
Za to szkolenie metodami pozytywnymi całkowicie odrzuca stosowanie P+ (dla zapominalskich: wygaszenia pozytywnego, czyli typowej kary opartej na przemocy lub strachu), nie tylko dlatego, że jest to sprzeczne z kodeksem moralnym ludzi kochających zwierzęta, ale przede wszystkim dlatego, że nie przynosi korzyści (bądź przynosi je wolno), za to na pewno i zawsze jest w stanie wiele zepsuć. Problemy, które rozwiązuje się w ten sposób często się mnożą i żaden profesjonalny szkoleniowiec, w którego interesie leży dobro klienta i jego psa nie będzie tego zalecał. Stosowanie P+ niesie za sobą ogromne ryzyko, ale szerzej opiszę to w odrębnej notce – o skutkach ubocznych karania.
Co więcej, w szkoleniu pozytywnym niepożądane zachowania się ignoruje - czyli nie nagradza. To jest właśnie karą dla psa - odebranie czegoś przyjemnego (wygaszenie negatywne - P-). Uwierzcie mi - psom bardzo zależy na tym, żeby otrzymać nagrodę i bardzo szybko łapią, że coś robią nie tak. Odpowiednio zmotywowane, psy pracują chętnie i uczą się zaskakująco szybko - to niesamowite obserwować zwierzaka, który dwoi się i troi, żeby wykombinować co musi uczynić. To kolejny logiczny argument na to, że warto spróbować tych metod.
Znam psa, który prowadzony tradycyjnie nie potrafi wykonać podstawowych komend nigdzie poza swoim ogródkiem (nikt też właścicielce nie tłumaczył, że należy je ćwiczyć w różnych miejscach), a jego szkolenie trwa już 1,5 roku. To bardzo długo. Na pewno w różnych szkołach czas ten może być inny, np. krótszy. Ja wiem, że przeciętnie wystarcza 3 miesiące ćwiczeń z psem po 15 minut dziennie plus/w tym na spacerach (gdzie i tak spędzamy z psem czas i tak) i pies może w świetnym stopniu, jeśli nie doskonałym opanować kilka umiejętności pozwalających stać się niekłopotliwym towarzyszem życia.
Żeby to lepiej zrozumieć, opiszę na prostym przykładzie.
Piesek, który się bawi z Wami zaczyna tracić kontrolę nad swoimi emocjami i podgryza Was ząbkami.
Co robimy?
Po pierwsze natychmiast przerywamy zabawę (odbieramy psu, to co jest dla niego przyjemne), zabieramy ręce (od wyjątkowych gryzaczy trzeba nawet odejść, albo odizolować w pokoju na 2 minuty) i czekamy aż psiak się uspokoi. Kiedy to uczyni, do zabawy wracamy - czyli nagradzamy go za zachowanie pożądane. Piesek w końcu pojmie, że jeśli chce się bawić, musi zachowywać się spokojnie a już na pewno nie może dotykać zębami naszych dłoni.
Tak mniej więcej wygląda schemat wychowania psa. W szkoleniu pozytywnym również wyznaczamy granice i również dbamy o to, żeby były przestrzegane. Wszystko co robimy, robimy na naszych zasadach. Tylko od naszej konsekwencji zależy to, czy odniesiemy sukces.
Kolejną ważną rzeczą jest dopasowanie swoich oczekiwań do możliwości psa. Musimy być rozsądni - nie możemy wymagać od zwierzaka czegoś, czego jeszcze nie umie albo nie potrafi zrozumieć. W tym celu dzielimy zachowania na kilka mniejszych etapów.
Jeśli chcemy nauczyć psa przynoszenia aportu to przykładowo najpierw nagradzamy psa za spojrzenie, potem za podejście, dotknięcie nosem, otwarcie szczęk, wzięcie do pyska, podniesienie, przenoszenie na coraz większe odległości, aż w końcu podanie prosto do rąk. W ten sposób zwierzak jest w stanie bardzo szybko załapać o co nam chodzi. Pamiętajcie: im wolniej, tym szybciej!
Najwięcej problemów szkoleniowych przysparza właśnie to, że wymagamy od psa za dużo i za szybko. Jeśli pies kilka razy wykonał na sygnał jakąś komendę to nie oznacza, że już się jej nauczył. Potrzeba kilkaset powtórek danego ćwiczenia w różnych warunkach, żeby zwierzakowi dokładnie się utrwaliło co i jak.
Warto się nad tym zastanowić za każdym razem, kiedy coś nie wychodzi i pomyśleć jak jeszcze można ułatwić zadanie naszemu zwierzakowi. Jesteśmy bardzo inteligentnym gatunkiem, korzystajmy z tego.
I tutaj zgrabnie przechodzimy do kolejnej istotnej kwestii. Kluczem do szkolenia jest myślenie. Musimy się postarać, żeby nasz pies pracował i mu się to opłacało (zwykle wystarczą smakołyki) i zaplanować sesję tak, żeby zawsze kończyła się dla psa sukcesem. Bardzo to wpływa na motywację zwierzęcia i dzięki temu uczy się jeszcze szybciej.
Podsumowując:
- zachowania pożądane nagradzamy
- zachowania niepożądane ignorujemy
- naukę dzielimy na małe etapy, zawsze zapewniając psu sukces
- poziom trudności dopasowujemy do możliwości psa
Ideą szkolenia pozytywnego oprócz motywowania nagradzaniem, jest podejście do pracy z psem jako do współpracy. Człowiek wychodzi niejako naprzeciw potrzebom zwierzęcia, stara się je zrozumieć i występuje w roli cierpliwego i wyrozumiałego przewodnika, pomagającego naprawić popełnione błędy. Bardzo duży nacisk kładzie się tutaj na dobrą relację z psem – pies nie jest meblem ani robotem mechanicznie wykonującym komendy, ale towarzyszem, który chce to robić, bo przynosi mu to radość. Obie strony coś od siebie dają i obie są zadowolone.
Największym ryzykiem, jakie niesie za sobą stosowanie metod pozytywnego szkolenia, jest niechybne zakochanie się w swoim zwierzaku i dołączenie do milionów ludzi na świecie opanowanych tą epidemią innego, pozytywnego postrzegania rzeczywistości - do grona Przyjaciół Psów.
Jeśli do tej pory Wasze psy sprawiały Wam przyjemność, to można się tylko spodziewać jaką radość sprawi Wam odkrycie w swoim pupilu nie tylko psa, ale i Przyjaciela.
W kolejnych notkach można się spodziewać:
- mitów na temat metod pozytywnych
- wyjaśnieniu czym jest i jak korzystać z klikera
- jak motywować swojego psa
24.09.2010 o godz. 22:00
komentuj (0)
A więc zaczynamy.
Metody tradycyjne to pierwsze metody jakie opracował człowiek, żeby szkolić psy. Dlaczego chciał posługiwać się językiem siły i przymusu?
W wieku XVII, a więc stosunkowo niedawno żył niejaki Kartezjusz, który przybijał psy gwoździami do ścian stodół i na żywo rozcinał ich ciała, udzielając gapiom lekcji anatomii. Wycie i szarpanie się psów tłumaczył zaprogramowaną reakcją na ingerencję w ciało. Wszak wg ówczesnych poglądów zwierzęta bólu nie czuły. Co gorsze, do tej pory istnieją ludzie, którzy tak uważają. Jestem w stanie zrozumieć kłótnie na temat uczuć czy duszy, ale w świetle obecnej nauki nie ma wątpliwości co do tego, że zwierzęta to nie roboty i ból jest taką samą częścią ich życia, jak naszą.
Drapieżniki, a przypominam, że pies również do nich należy, mają to do siebie, że nie okazują bólu tak ostentacyjnie, co sprawia, że ludzie pozwalają sobie na więcej niż powinni.
Kolejnym wynalazkiem stała się teoria dominacji, zakładająca, że w stadzie psów, tak jak u wilków istnieje sztywna hierarchia i że psy dążą do objęcia przywództwa w stadzie. Stadem takim może być dla niego również rodzina ludzka.
Teoria ta ma wiele założeń, które nie pokrywają się z realiami, co więcej to właśnie z niej wywodzą się tajemnicze rytuały które ludzie stosują wobec psa.
Na pewno każdy z Was słyszał, co dla psa oznacza jedzenie przed nim? Pchanie się przez drzwi? Żebranie przy stole i zabieranie jedzenia? Niemożność wyproszenia psa z kanapy, łózka? Obrona swojej miski?
Teoria dominacji i trenerzy wyznający ją przynajmniej w jakiejś części mają na to jedną odpowiedź:
pies chce Cię zdominować.
Tak więc przeciętny wyjadacz chleba, kiedy mówi o sobie „dominant” i kiedy jest uczony, że psa wolno uderzyć, zwykle bardzo zaburza swoje wyobrażenie na ten temat. Dlaczego? Wydaje mi się, że zachodzi tutaj taki tok rozumowania: na szkoleniach uczą przemocy, więc to nic złego, no i wilki tak robią i u wilków to działa, a mój pies jest prawie jak wilk, więc i u niego to zadziała, po za tym szkoleniowcy to jakiś autorytet.
Jednak nie tak powinno to wyglądać.
Wszystkie te założenia oparte są rzekomo na obserwacji wilczej rodziny, tymczasem nowe badania pokazują, że te poglądy są błędne:
- generalnie para aplha nie jada pierwsza, co więcej pierwsze jadają szczenięta.
- żaden alpha nie zabiera innemu wilkowi pożywienia - nigdy, więc dlaczego dziwi to, że pies nie chce oddać swojego?
- co ciekawsze, alpha nie wymusza posłuszeństwa siłą, nie atakuje, skąd więc alpha rolls i scruff shakes?
- alpha to pies, który ma wyjątkowy talent do uspokajania swoich pobratymców, silny za którym można podążać, któremu można ufać.
Shirley Chong twierdzi, że “Hierarchia w normalnym stadzie to nie jest coś, co konkretny pies narzuca innym psom. To jest coś, co inne psy decydują się dać temu konkretnemu psu. Innymi słowy, hierarchia przychodzi od dołu.”
I chyba tak to właśnie wygląda. Dotarłam do udokumentowanej historii w której stado wilków zagryzło terroryzującą ich sukę. Jej miejsce zajęła równie silna ale tak samo łagodna jak tamta była agresywna.
Czy więc warto terroryzować swojego psa?
Wracając jeszcze do zachowań psa których wspomniałam wyżej, warto podkreślić jak spojrzy na nie szkoleniowiec pozytywny:
- pies śpi w Twoim łóżku, nie dlatego, bo czuje się Panem, tylko dlatego, że mu na to pozwalasz lub nieświadomie nagradzasz takie zachowanie, nawet jeśli ono Ci się nie podoba.
- pies pcha się przed Tobą przez drzwi, nie dlatego, bo chce Cię zdominować, ale dlatego, bo bardzo chce iść na ten spacer. Mało który pies jest taki energiczny, kiedy trzeba wracać do domu;) a żeby pies się nie pchał, w tej czy innej sytuacji, wystarczy go tego nauczyć.
- jeśli pies żebrze czy zabiera Ci jedzenie, to dlatego, że mu pozwalasz lub nagradzasz nieświadomie to zachowanie.
- jeśli pies nie chce oddać miski, to pewnie nie nauczyłeś go, że Twoja ręka przy misce oznacza dla psa coś fajnego.
- jeśli nie chce zejść z kanapy, to być może dochodzi do agresji na tle posiadania – pies broni swojej kanapy bo to jedyne dobro, jakie posiada.
- pies warczy, kiedy wyciągasz do niego rękę – albo ktoś go bił, albo się boi.
Być może to wszystko wydaje się jeszcze dla Was niejasne, ale z czasem to wytłumaczę. Zobaczcie jednak, jak szeroki jest wachlarz wyjaśnień, jak bardzo poszerzamy sobie horyzonty myślowe i zwiększamy prawdopodobieństwo zrozumienia naszego psa oraz rozwiązania problemów? Na pewno wielu z Was nie chciałoby mieć takich kłopotów, ale nie dlatego, żeby pokazać, kto tu jest alpha, tylko dlatego, żeby uporządkować życie z psem.
Żyjemy wg jakiś norm społecznych, które nie są związane z hierarchią, ale istnieją po to, aby żyło się łatwiej. Tych norm musimy psa nauczyć. Zasady wg których pies ma żyć określamy sami.
Ja np. uwielbiałam spać w łóżku z moim psem, szczególnie w zimie. Tak samo lubiłam, kiedy na mnie skakał po moim powrocie do domu, bo kochałam radość, która z niego tryskała na mój widok.
Tak więc hierarchia w rozumieniu stada (w której trzeba walczyć o przewodnictwo) w rodzinie ludzkiej nie istnieje. Nie jest też konieczna przemoc do egzekwowania naszych ludzkich zasad. To dwie najważniejsze rzeczy, jakie chciałabym abyście zapamiętali. Nie ważne, co mówi Wasz trener, nie ważne co piszą w książkach – pamiętajcie, że stare teorie są zwykle zastępowane przez nowe, a te nowe z reguły są bardziej trafne.
Dla wszystkich zainteresowanych podejściem mniej łopatologicznym, a bardziej naukowym, polecam artykuł cenionego szkoleniowca Jacka Gałuszki, właśnie na temat teorii dominacji:
Czy teoria dominacji ma sens?
O samych metodach szkoleniowych więcej w następnym odcinku;)
Metody tradycyjne to pierwsze metody jakie opracował człowiek, żeby szkolić psy. Dlaczego chciał posługiwać się językiem siły i przymusu?
W wieku XVII, a więc stosunkowo niedawno żył niejaki Kartezjusz, który przybijał psy gwoździami do ścian stodół i na żywo rozcinał ich ciała, udzielając gapiom lekcji anatomii. Wycie i szarpanie się psów tłumaczył zaprogramowaną reakcją na ingerencję w ciało. Wszak wg ówczesnych poglądów zwierzęta bólu nie czuły. Co gorsze, do tej pory istnieją ludzie, którzy tak uważają. Jestem w stanie zrozumieć kłótnie na temat uczuć czy duszy, ale w świetle obecnej nauki nie ma wątpliwości co do tego, że zwierzęta to nie roboty i ból jest taką samą częścią ich życia, jak naszą.
Drapieżniki, a przypominam, że pies również do nich należy, mają to do siebie, że nie okazują bólu tak ostentacyjnie, co sprawia, że ludzie pozwalają sobie na więcej niż powinni.
Kolejnym wynalazkiem stała się teoria dominacji, zakładająca, że w stadzie psów, tak jak u wilków istnieje sztywna hierarchia i że psy dążą do objęcia przywództwa w stadzie. Stadem takim może być dla niego również rodzina ludzka.
Teoria ta ma wiele założeń, które nie pokrywają się z realiami, co więcej to właśnie z niej wywodzą się tajemnicze rytuały które ludzie stosują wobec psa.
Na pewno każdy z Was słyszał, co dla psa oznacza jedzenie przed nim? Pchanie się przez drzwi? Żebranie przy stole i zabieranie jedzenia? Niemożność wyproszenia psa z kanapy, łózka? Obrona swojej miski?
Teoria dominacji i trenerzy wyznający ją przynajmniej w jakiejś części mają na to jedną odpowiedź:
pies chce Cię zdominować.
Tak więc przeciętny wyjadacz chleba, kiedy mówi o sobie „dominant” i kiedy jest uczony, że psa wolno uderzyć, zwykle bardzo zaburza swoje wyobrażenie na ten temat. Dlaczego? Wydaje mi się, że zachodzi tutaj taki tok rozumowania: na szkoleniach uczą przemocy, więc to nic złego, no i wilki tak robią i u wilków to działa, a mój pies jest prawie jak wilk, więc i u niego to zadziała, po za tym szkoleniowcy to jakiś autorytet.
Jednak nie tak powinno to wyglądać.
Wszystkie te założenia oparte są rzekomo na obserwacji wilczej rodziny, tymczasem nowe badania pokazują, że te poglądy są błędne:
- generalnie para aplha nie jada pierwsza, co więcej pierwsze jadają szczenięta.
- żaden alpha nie zabiera innemu wilkowi pożywienia - nigdy, więc dlaczego dziwi to, że pies nie chce oddać swojego?
- co ciekawsze, alpha nie wymusza posłuszeństwa siłą, nie atakuje, skąd więc alpha rolls i scruff shakes?
- alpha to pies, który ma wyjątkowy talent do uspokajania swoich pobratymców, silny za którym można podążać, któremu można ufać.
Shirley Chong twierdzi, że “Hierarchia w normalnym stadzie to nie jest coś, co konkretny pies narzuca innym psom. To jest coś, co inne psy decydują się dać temu konkretnemu psu. Innymi słowy, hierarchia przychodzi od dołu.”
I chyba tak to właśnie wygląda. Dotarłam do udokumentowanej historii w której stado wilków zagryzło terroryzującą ich sukę. Jej miejsce zajęła równie silna ale tak samo łagodna jak tamta była agresywna.
Czy więc warto terroryzować swojego psa?
Wracając jeszcze do zachowań psa których wspomniałam wyżej, warto podkreślić jak spojrzy na nie szkoleniowiec pozytywny:
- pies śpi w Twoim łóżku, nie dlatego, bo czuje się Panem, tylko dlatego, że mu na to pozwalasz lub nieświadomie nagradzasz takie zachowanie, nawet jeśli ono Ci się nie podoba.
- pies pcha się przed Tobą przez drzwi, nie dlatego, bo chce Cię zdominować, ale dlatego, bo bardzo chce iść na ten spacer. Mało który pies jest taki energiczny, kiedy trzeba wracać do domu;) a żeby pies się nie pchał, w tej czy innej sytuacji, wystarczy go tego nauczyć.
- jeśli pies żebrze czy zabiera Ci jedzenie, to dlatego, że mu pozwalasz lub nagradzasz nieświadomie to zachowanie.
- jeśli pies nie chce oddać miski, to pewnie nie nauczyłeś go, że Twoja ręka przy misce oznacza dla psa coś fajnego.
- jeśli nie chce zejść z kanapy, to być może dochodzi do agresji na tle posiadania – pies broni swojej kanapy bo to jedyne dobro, jakie posiada.
- pies warczy, kiedy wyciągasz do niego rękę – albo ktoś go bił, albo się boi.
Być może to wszystko wydaje się jeszcze dla Was niejasne, ale z czasem to wytłumaczę. Zobaczcie jednak, jak szeroki jest wachlarz wyjaśnień, jak bardzo poszerzamy sobie horyzonty myślowe i zwiększamy prawdopodobieństwo zrozumienia naszego psa oraz rozwiązania problemów? Na pewno wielu z Was nie chciałoby mieć takich kłopotów, ale nie dlatego, żeby pokazać, kto tu jest alpha, tylko dlatego, żeby uporządkować życie z psem.
Żyjemy wg jakiś norm społecznych, które nie są związane z hierarchią, ale istnieją po to, aby żyło się łatwiej. Tych norm musimy psa nauczyć. Zasady wg których pies ma żyć określamy sami.
Ja np. uwielbiałam spać w łóżku z moim psem, szczególnie w zimie. Tak samo lubiłam, kiedy na mnie skakał po moim powrocie do domu, bo kochałam radość, która z niego tryskała na mój widok.
Tak więc hierarchia w rozumieniu stada (w której trzeba walczyć o przewodnictwo) w rodzinie ludzkiej nie istnieje. Nie jest też konieczna przemoc do egzekwowania naszych ludzkich zasad. To dwie najważniejsze rzeczy, jakie chciałabym abyście zapamiętali. Nie ważne, co mówi Wasz trener, nie ważne co piszą w książkach – pamiętajcie, że stare teorie są zwykle zastępowane przez nowe, a te nowe z reguły są bardziej trafne.
Dla wszystkich zainteresowanych podejściem mniej łopatologicznym, a bardziej naukowym, polecam artykuł cenionego szkoleniowca Jacka Gałuszki, właśnie na temat teorii dominacji:
Czy teoria dominacji ma sens?
O samych metodach szkoleniowych więcej w następnym odcinku;)


